Emilka żyje dzięki doktorowi Malcowi
W sobotę do Polski wrócili z Monachium Iwona i Artur Klimczakowie z Nowego Sącza wraz ze swoją córeczką - ośmiomiesięczną Emilką. Chore serduszko dziewczynki naprawił prof. Edward Malec - znakomity krakowski kardiochirurg, który jeszcze do niedawna przyjmował małych pacjentów w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie. Teraz genialny lekarz pracuje w Niemczech, a zrozpaczeni polscy rodzice apelują do Ministerstwa Zdrowia: Sprowadźcie go z powrotem. Resort jednak milczy.
Po naszej publikacji sprzed dwóch tygodni, dotyczącej "ucieczki" prof. Malca do Niemiec, nie ma dnia, aby w redakcji "Gazety Krakowskiej" nie dzwonił telefon w tej sprawie. Rodzice dzieci z wadami serca mają nadzieję, że dzięki naszej interwencji Ministerstwo Zdrowia rozpocznie starania, by prof. Malec znów operował w Polsce. Tymczasem ministerstwo milczy. Dwukrotnie ponawialiśmy prośbę o stanowisko władz resortu w sprawie prof. Malca. Od ponad dwóch tygodni czekamy na odpowiedź.
Aby powierzyć los swoich pociech prof. Malcowi, rodzice płacą po kilkanaście tys. euro za zagraniczne leczenie, chociaż w polskich klinikach identyczne operacje przeprowadzane są za darmo. Powód, dla którego decydują się na olbrzymi wydatek, jest prosty: bezgranicznie zaufali lekarzowi, który był polskim pionierem leczenia bardzo skomplikowanych wad serca niemowląt.
Iwona i Artur Klimczakowie zaciągnęli 17 tys. euro długu, aby móc jechać do Monachium, gdzie operuje prof. Malec. - Było warto, bo nasz skarb żyje - mówi Artur, ojciec Emilki. Dziewczynka odzyskuje już siły. - Wreszcie spokojnie oddycha - dodaje szczęśliwa mama Emilki. Wierzy, że profesor ocalił życie jej dziecka. - Jest niesamowity. Po operacji czuwa przy każdym dziecku - mówi.
Pierwsze dwie operacje Emilka Klimczak przeszła jeszcze w Polsce. Na trzecią - już po wyjeździe profesora Malca do Niemiec - czekali w Szpitalu Dziecięcym w Krakowie Prokocimiu około miesiąca. Pani Iwona, zniecierpliwiona oczekiwaniem, zdecydowała się zabrać dziecko ze szpitala. Pojechała do Niemiec szukać lekarza, który odszedł z Krakowa niedawno, w czerwcu tego roku. Zrobił to, ponieważ wydano mu dyspozycję, aby ograniczył przyjmowanie pacjentów spoza Małopolski.
Rzecznik krakowskiej kliniki Marcin Mikos stanowczo zaprzecza, aby takie zarządzenie kiedykolwiek wydano. Jednak po ukazaniu się w"GK" artykułu poświęconego wyjazdom rodziców chorych dzieci do Monachium, z naszą redakcją skontaktowali się Katarzyna Parafianowicz i Krzysztof Ways z warszawskiej Fundacji Serce Dziecka. Przesłali nam pismo dyrekcji szpitala do prof. Malca potwierdzające słowa profesora: "Dominującą grupę pacjentów kardiochirurgicznych stanowią dzieci z niedorozwojem lewej komory serca, przyjmowane z terenu całej Polski, co znacznie opóźnia leczenie dzieci z prostszymi wadami z naszego regionu (...) Pacjenci z wadami serca z naszego regionu, kwalifikujący się do zabiegu, muszą być operowani w pierwszej kolejności" - czytamy w piśmie z 22 lutego 2007 r., podpisanym przez Macieja Kowalczyka, dyrektora szpitala.
Prof. Malec przeprowadził w Monachium już kilkanaście operacji polskim pacjentom, którzy "uciekli" za nim do Niemiec. 20 następnych czeka w kolejce.
Szpital w Prokocimiu zapewnia, że dzieci - nawet z najbardziej skomplikowanymi wadami - leczone są z sukcesami.
Iwona Kamieńska
POLSKA Gazeta Krakowska
2007-12-10
http://www.nowamalopolska.pl/newsysn/formatka.php?idwyb=1411