Moim zdaniem trzeba mieć własną filozofię walki.
Nie jestem żadnym ekspertem ani streetfighterem czy zabijaką.
Bije się wtedy gdy musze i nigdy z własne inicjatywy. Wydaje mi się, że trzeba spróbować paru stylów walki i z każdego według własnych przemyśleń wybrać to co przydatne. Na przykład ja ćwiczyłem kung-fu przez 4 lata jako mały chłopak i z tej sztuki walki zapamietalem wiele podstawowych chwytow oraz filozofii. Wierzcie mi, że czasami okazanie szacunku przeciwnkowi czyni cudy i oczarowuje jego kompanów.
Obecnie ćwicze od 2,5 roku Capoeirę i oprócz tego, że świetnie ćwiczy mięśnie i szybkość oraz dynamike to na ulicy jest raczej nieprzydatne.
Co do walki w pociagu to niestety mam bardzo niemiłe wspomnienia ale mogę wam przedstawić pewną technike, która wam da może jakieś szanse tak jak mi. W Czerwcu odwozilem dziewczyne pociagiem z Sopotu do Gdańska. Przystanek za Sopotem do tego wejscia w kolejce weszło 3 kolesi byli ode mnie młodsi albo w moim wieku. Jak tylko drzwi się zamknęły weszli do przedzialu i zażyczyli sobie komórki oraz portfele. Słyszałem już troche o takich jak oni i wiedziałem, że im przyjemność sprawia wp*****lenie komuś mając dużą przewage a nie kradzieże.
Pierwsza rzecz to korzystajcie z tego, że jest mało miejsca ja miałem to szczęście, że byli pewni tego, że padne na kolana i będe błagać o litość i żaden z nich nie miał noża ( jeden tylko mial kastet = który zapamietam do końca życia ). 3 kolesi w pociągu nie zdoła was otoczyć ja siedzialem i udawalem, ze wycigam komorke z kieszeni. Moim zdaniem w takich wypadkach powinniscie jednym ciosem unieruchamiac jednego przeciwnika bo w wypadku kiedy nie jestescie zabijakami tak jak ja strata czasu moze sie dla was zakonczyc tragicznie.
Ja zacząłem od uderzenia z całej siły w szyje tego pierwszego, drugi od razu otrzymał kopa w jaja i łokieć na nos co upuściło mu troszke farby. Podczas gdy pierwszy wydając straszne dźwięki się dusił, a drugi leżał ze złamanym nosem ja ( przez to, że nie jestem mega wyszkolony ) dostałem kastetem w skroń która od razu pękła i skończyło się zszywaniem. Jednakże moje pierwsze dwa - trzy ciosy zrobiły takie wrażenie, że koleś uciekł.
Przyznaje, gdyby ktorys z nich mial kose to oddalbym wszystko i nie narazalbym zycia. Czemu postapilem tak a nie inaczej ? Jak teraz na to patrze to chyba przez głupote, honor i dume a to dlatego, że jestem człowiekiem, który nienawidzi niesprawiedliwosci i kolesi ktorzy wożą się w grupie i udają ważniaków.
Pamietajcie :
1. Pierwszymi ciosami starajcie się wyrządzić jak największą krzywde tak aby zrobiło to wrażenie na innych przeciwnikach np:
uderzenie w szyje, wejście w kolano, wyłamanie malego placa ze stawu, kopniak w genitalia, palce w oczy. Nie miejscie litosci dla tych ktorzy chca was skrzywdzic bo oni nie beda sie martwic o was.
2. Liczcie tylko na siebie w tym przedziale bylo paru ludzi, którzy mogli pomóc mi i mojej dziewczynie ale ludzie w naszych czasach się boją i wolą pozostać bierni.
3. Jeżeli tylko będzieci mogli albo będziecie przeczówać zagrożenie to uciekajcie. Ja niestety nie mogłem ze względu na dziewczyne i na to, że to wszystko się strasznie szybko wydarzyło.
Pozdrawiam
Oszczędżcie mi krytyki wystarczy mi blizna na skroni.
Mam nadzieje,że nigdy nie staniecie w takiej sytuacji.