Po dość ciekawym spotkaniu Pogoń Szczecin zremisowała 2:2 (0:1) z Legią Warszawa. Z całą pewnością największą ozdobą meczu była cudowna bramka Przemysława Kaźmierczaka (fot.), która zapewniła gospodarzom jeden punkt.
W pierwszym meczu siódmej kolejki Pogoń Szczecin podjęła Legię Warszawa. Po raz pierwszy od dłuższego czasu trudno było wskazać faworyta tej rywalizacji – obie drużyny zgromadziły do tej pory tyle samo punktów odnosząc tylko jedno zwycięstwo. W poprzedniej kolejce lepiej zaprezentowała się Pogoń, która była blisko wyrwania punktów Wiśle Kraków, ich przeciwnik bardzo długo męczył się ze słabą Odrą Wodzisław.
Kibice zgromadzeni na stadionie nie musieli długo czekać na pierwsze groźne sytuacje. Już w drugiej minucie swoją szansę otrzymał Przemysław Kaźmierczak otrzymał świetne podanie od Claudio Milara. Pomocnik zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału i obrońcy zdołali odebrać mu piłkę. Chwilę później swoją pierwszą dobrą okazję mięli goście – po dobrej akcji Piotra Włodarczyka Bartosz Karwan doszedł do piłki pięć metrów przed bramką Borisa Peskovicia. Podobnie jak Kaźmierczak przed dwoma minutami, tak i on dał sobie zabrać futbolówkę.
Z czasem Legia zdobywała przewagę na boisku, ale nie była w stanie poważnie zagrozić bramkarzowi miejscowych. Swoja okazje mięli tylko piłkarze Pogoni skrzętnie wykorzystujący liczne błędy przeciwnika w grze obronnej. Bardzo aktywny był Milar, który dwukrotnie stworzył bardzo dobrą okazję Ediem. Za pierwszym razem napastnik przeciął podanie Łukasza Surmy, minął Łukasza Fabiańskiego i zgrał piłkę do pomocnika – ten jednak uderzył nieczysto stojąc przed pustą bramką. Chwilę później Urugwajczyk po zbyt krótkim wybiciu Wojciecha Szali od razu zgrał piłkę do wychodzącego Brazylijczka. Tym razem Andradina minął bramkarza, ale zanim zdążył oddać strzał obrońcy zdołali odciąć piłce drogę do siatki.
Po dość obiecującym pierwszym kwadransie tempo meczu zdecydowanie spadło. Piłkarzom obu drużyn w tworzeniu akcji najbardziej przeszkadzała olbrzymia niedokładność. Najlepszą okazję miał Karwan, ale zawodnik nie zdołał opanować świetnego podania Łukasza Surmy i oddał strzał już z mało dogodnej pozycji.
Gdy w ostatnich minutach pierwszej połowy już się wydawało, że jeszcze do przerwy utrzyma się wynik bezbramkowy, Paweł Magdoń dość nieszczęśliwie zmienił tor lotu piłki po rzucie wolnym wykonanym przez Surmę. Obrońca Pogoni zmylił tym zagraniem Peskovicia i strzelił bramkę samobójczą.
Drugą połowę oba zespoły rozpoczęły bardzo ostrożnie, skupiając się na obronie własnej bramki. Pierwszą okazję stworzyli sobie gospodarze – bardzo groźnie z rzutu wolnego uderzył Kaźmierczak, Fabiański zdołał obronić. Chwilę później po raz pierwszy w meczu pokazał się Rafał Grzelak. Napastnik ładnym dryblingiem doszedł do linii pola karnego i strzelił tylko minimalnie niecelnie.
W tych okolicznościach dość niespodziewanie Legia zdobyła drugą bramkę. Całą akcję rozpoczął prostopadłym podaniem Marcin Burkhardt. Sporo problemów z opanowaniem piłki miał Sebastian Szałachowski, który zdołał w końcu podać do Karwana – tamten przerzucił piłkę z powrotem i młody pomocnik strzałem głową zdołał podwyższyć wynik spotkania.
Po objęciu pewnego prowadzenia Wojskowi coraz odważniej atakowali bramkę Peskovicia. Bardzo ładnym podaniem popisał się Włodarczk, niestety do piłki nie zdołał dojść strzelec drugiego gola. Goście szybko pożałowali straconej okazji, gdyż niebawem Pogoń zdobyła kontaktowego gola. Edi dobrym podaniem ze skrzydła uruchomił Milara, który w polu karnym łatwo ograł Ouattarę i mocnym strzałem pokonał Fabiańskiego.
Nie minęło dziesięć minut a gospodarzom udało się wyrównać dzięki przepięknej bramce Kaźmierczaka. Pomocnik stojąc na dziesiątym metrze bez namysłu uderzył z półobrotu umieszczając piłkę pod poprzeczką. Chwilę później zawodnik z podobnej pozycji chciał wyprowadzić swój zespół na prowadzenie, ale tym razem dobrą interwencją popisał się Fabiański.
Jeszcze większym kunsztem bramkarz Legii musiał się wykazać w 79. minucie po potężnym strzale Grzegorza Matlaka. Jego świetna interwencja nic by nie dała gdyby do odbitej piłki zdołał sięgnąć – na szczęście dla gości pomocnikowi nie starczyło nogi. Swoją najlepszą okazję przyjezdni mięli pięć minut później, kiedy po mocnym strzale Burkhardta niezbyt pewnie interweniował Pesković. Niewiele brakowało, by do odbitej piłki zdołał dojść Nędza. Końcówka spotkania należała do gości, którzy do końca walczyli o lepszy wynik, ale strzały Burkardta i Kiełbowicza nie przyniosły jednak oczekiwanego rezultatu.
Wydaje się, że remis jest sprawiedliwym wynikiem – chociaż przez większą część meczu Legia miała inicjatywę, to gospodarze stworzyli groźniejsze akcje. Trener Dariusz Wdowczyk przygotowując swój zespół do meczu wyraźnie zaniedbał linie defensywne, które popełniły dużo błędów. Pogoń udowodniła, że w tym sezonie będzie walczyła o wysokie cele.
Pogoń Szczecin - Legia Warszawa 2:2 (0:1)
0:1 Paweł Magdoń 45' (samobójcza)
0:2 Sebastian Szałachowski 54'
1:2 Claudio Milar 62'
2:2 Przemysław Kaźmierczak 69'
żółte kartki: Julcimar, Tavares - Ouattara
Pogoń: Peskovic - Michalski (46. Tavares), Magdoń, Julcimar, Matlak - Łabędzki (57. Trałka), Kaźmierczak, Grzelak - Milar, Divecky (87. Bugaj), Edi.
Legia: Fabiański - Sokołowski, Ouattara, Szala, Kiełbowicz - Karwan (57. Ghanem), Surma, Burkhardt, Szałachowski (74. Janczyk) - Włodarczyk, Chmiest (56. Chmiest).
pare fotek z meczu https://www.sfd.pl/temat209777_strona23/#post8 https://www.sfd.pl/temat209777_strona22/
Doradca w dziale ,,Piłka nożna''
Nagrody w Typerze sfd.pl funduje Sklep Kibica http://www.ISS-sport.pl
Miło bo wieczna dominacja Wisły i mało popisowa gra w Pucharach może się znudzić
Szkoda tylko że Lech ma już 7 meczy za sobą a Wisła zaledwie 5
Nie trudno przewidzieć że po 7 kolejkach Wisła będzie miała co najmniej 14 pkt 
