Cześć, właśnie znalazłem przypadkiem ten wątek w sieci. Masterplan - bardzo
uogólniasz. Bardzo. W tak młodym wieku i o takim niskim wzroście ważysz prawie
80kg? Zapewne jesteś mezomorfikiem, ciesz się :) Ale dla większości osób, a
dla chudzielców tymbardziej twój sposób raczej nie pomoże.
Przede wszystkim należy rozgraniczyć dwie rzeczy - budowanie masy mięśniowej a
następnie jej rzeżbienie to są dwa oddzielne etapy. Skupie się na pierwszym.
Aby zbudować masę mięśniową należy:
- ustawić odpowiednią, finezyjną dietę,
- ograniczyć aktywność fizyczną by nie spalać cennych kalorii, częste wizyty na
siłowni absolutnie odpadają.
Najważniejsza w kulturystyce jest ... dieta. Nie przerzucanie żelastwa. Zainteresowanych
kieruję do Google w poszukiwaniu źródeł bo sprawa jest bardzo skomplikowana,
natomiast w ogromnym skrócie:
- budulcem tkanki mięśniowej jest białko.
- dostarczamy organizmowi bardzo dużą ilość białka, pół na pół pochodzenia zwierzęcego i
roślinnego,
- aby białko mogło zostać zagospodarowane w odpowiedni sposób, a nie wydalone spożywamy
odpowiednią ilość węglowodanów (przyjęło się że jest to stosunek 4g węglowodanów na 1g
białka) by dostarczyć organizmowi energii do wykorzystania budulca.
- ograniczamy aktywność fizyczną. W zależności od predyspozycji unikamy biegania,
długich wypraw rowerowych i tak dalej. Przydaje się dużo snu.
- trening siłowy. Każdy lamer wie, że nie trenuje się codziennie, bo mięśnie muszą mieć
czas na regenerację. Przy diecie masowej trening siłowy jest dodatkowo dość ograniczony, ma on
być tylko bodźcem dla organizmu do budowy tkanki z nagromadzonego białka,
I teraz napiszę coś, na temat czego internauci rozpaczliwie szukają informacji w sieci :)
Napiszę wielkimi literami, bo warto to wiedzieć:
NAWET NAJGORSZY CHUDZIELEC I EKTOMORFIK MOŻE ZBUDOWAĆ SOBIE ŁADNĄ MUSKULATURĘ!
Wiem po sobie. Ja wiek dojrzewania mam za sobą już dawno, jestm dorosłym mężczyzną.
Ektomorfik ze mnie niesamowity, katabolizm nocny ogromny, miałem niedowagę jakieś 15kg (!)
i tak dalej i tak dalej. Ale odpowiednia dieta + odżywki kulturystyczne + ograniczenie
ruchu = wyważenie metabolizmu i jakże upragnione regularne podwyższanie wagi :)
Dla wszystkich chudzielców, kilka rad od byłego chudzielca który jeszcze rok temu
wyglądał jak uciekinier z Oświęcimia:
- nie słuchajcie osiedlowych pakerów, którzy radzą wam przerzucać tony żelastwa na
siłowni. Wyszukajcie sobie jak najwięcej materiałów na temat żywienia sportowego,
głównie kulturystycznego, o diecie kulturystycznej masowej i...
- .. stwórzcie FINEZYJNĄ DIETĘ. Jedzenie po prostu "dużo" i "byle czego" doprowadzi
do tego, że albo nie będzie efektów albo uzbieracie tłuszcz a nie tkankę mięśniową,
- odpowiedni trening siłowy, dwa razy w tygodniu z przerwami na regenerację. Trening
krótki, wyważony. Na właściwe "pakowanie" przyjdzie czas.
grim94 - nawiążę do twojego postu bo ten temat jest właściwie o apetycie, tylko zszedł
na boczny tor. Ja znam twój problem doskonale, nie masz apetytu a pewnie sporą
niedowagę. Problem leżyć może w tarczycy, weź poszukaj źródeł. W każdym razie wszelkie
cudowne środki jak syropy które ci być może już lekarz przepisał (też to miałem chłopie)
w takim przypadku są do niczego, bo mamy całkiem inny metabolizm. A nie że "nie chce nam
się jeść" :)
Ja ci powiem jak ja sobie poradziłem. Ale to tylko mój sposób. Po pierwsze to oczywiście
ustawienie sobie odpowiedniej diety. Następnie zacząłem przyzwyczajać organizm do
dużego jedzenia i dań z diety. Najpierw trzeba "rozepchać" żołądek, wystarczy stopniowo jeść troszę
więcej i więcej aż będziesz mógł wsuwać całą dietę bez większych problemów. Druga
sprawa - metabolizm. To jest masakra, bo tego się nie obejdzie ziołami czy czymś tam.
Ja korzystam z anabolików. Dwie odżywki - białkowo węglowodanowa i L-Glutamina (aminokwas).
Pomagają mi uzupełnić dietę, hamują katabolizm, lepiej się te jedzenie wsuwa po jakimś
czasie, naprawdę. Regularnie spożywane utemperowały mi na przykład
nocny katabolizm, przy
systematyce po dwóch tygodniach brak łaknienia to nie problem.
Od razu mówie, jest ciężko. Ci którzy na widok jedzenia czują obrzydzenie mają bardzo pod
górkę, sam tak miałem. Ale warto się zaprzeć, warto podejść do tematu z głową bo efekty
będą na pewno. Nie chodzi by żreć na siłę, chodzi o systematyczność.