Cześć, mam pytanie do opinii dotyczącej mojego planu agresywniejszej końcówki redukcji.
Zaczynałem redu pod koniec 2024 roku z około 25% body fatu. Na dzień dzisiejszy mam około 13–14%. (Tak, wiem, że dość długo, ale raz, że początkowo badałem jeszcze swoje zapotrzebowanie, a dwa — były okresy redukcji przeplatane zerem kalorycznym, no ale mniejsza o to). Do tej pory trzymałem deficyt około 400 kcal z samej miski, nie dokładałem żadnego cardio.
Mój deadline na koniec redukcji miałem zaplanowany na 1 lutego — od tego momentu chciałem wejść na masę. Czy mogę zrobić, czy to dobry pomysł lub chociaż akceptowalny, aby końcówkę redukcji (2 tygodnie od teraz, tj. do 4 lutego) zwiększyć deficyt z jedzenia do 500 kcal (czyli zamiast 2300–2400 kcal jeść 2200–2100) oraz dołożyć 5 sesji cardio (LISS — tj. jakieś 30 min bieżni spokojnym tempem na pochyleniu), by każda sesja spalała ok. 400 kcal?
Da mi to, jeśli dobrze liczę, 700–800 kcal deficytu dziennie, więc w 2 tygodnie będzie to ok. 10 500 kcal spalonych, czyli około 1,5 kg tłuszczu?
Wiem, że to dość agresywne podejście, ale mówimy tu o ostatnim etapie redukcji — tylko 14 dni na „przepalenie” resztek i zbicie z tych 13–14% body fatu do, nie wiem, może 12%, aby masa była czystsza i lepsza.
Jednocześnie zaznaczę, że zwiększę białko do poziomu 2,5–2,8 g/kg.
a i zaznaczając, pomysł ten wziął mi się stąd, ponieważ jestem już ''blisko'', a zwyczajnie nie chce mi się łagodnie i stopniowo ciągnąć tej redukcji kolejne tygodnie, jeśli więc taka agresywniejsza opcja jest ok, to wolałbym tak.
Czekam na odpowiedzi i z góry dzięki.
Zaczynałem redu pod koniec 2024 roku z około 25% body fatu. Na dzień dzisiejszy mam około 13–14%. (Tak, wiem, że dość długo, ale raz, że początkowo badałem jeszcze swoje zapotrzebowanie, a dwa — były okresy redukcji przeplatane zerem kalorycznym, no ale mniejsza o to). Do tej pory trzymałem deficyt około 400 kcal z samej miski, nie dokładałem żadnego cardio.
Mój deadline na koniec redukcji miałem zaplanowany na 1 lutego — od tego momentu chciałem wejść na masę. Czy mogę zrobić, czy to dobry pomysł lub chociaż akceptowalny, aby końcówkę redukcji (2 tygodnie od teraz, tj. do 4 lutego) zwiększyć deficyt z jedzenia do 500 kcal (czyli zamiast 2300–2400 kcal jeść 2200–2100) oraz dołożyć 5 sesji cardio (LISS — tj. jakieś 30 min bieżni spokojnym tempem na pochyleniu), by każda sesja spalała ok. 400 kcal?
Da mi to, jeśli dobrze liczę, 700–800 kcal deficytu dziennie, więc w 2 tygodnie będzie to ok. 10 500 kcal spalonych, czyli około 1,5 kg tłuszczu?
Wiem, że to dość agresywne podejście, ale mówimy tu o ostatnim etapie redukcji — tylko 14 dni na „przepalenie” resztek i zbicie z tych 13–14% body fatu do, nie wiem, może 12%, aby masa była czystsza i lepsza.
Jednocześnie zaznaczę, że zwiększę białko do poziomu 2,5–2,8 g/kg.
a i zaznaczając, pomysł ten wziął mi się stąd, ponieważ jestem już ''blisko'', a zwyczajnie nie chce mi się łagodnie i stopniowo ciągnąć tej redukcji kolejne tygodnie, jeśli więc taka agresywniejsza opcja jest ok, to wolałbym tak.
Czekam na odpowiedzi i z góry dzięki.
Krzysztof Piekarz
Teraz jak o tym myślę z perspektywy czasu to chyba był to po prostu moment gdzie już chciałem kończyć redukcję, ale brakowało mi jakiejś solidnej wisienki na torcie. W sumie na papierze za dużo to wagowo nie zmieniło. Czy dzisiaj bym chciał to zrobić drugi raz? Nie. Czy zrobię? Prawdopodobnie.