Hej,
Trenuje od dawna, ale na "poważnie" regularny trening cisnę od 2.5 roku, rygorystycznie trzymam michę, za mną dwie mocne redukcje, jedna na -30kg, druga zakończona niedawno na -10kg poprzedzona sezonem masowym. Udało mi się bez bomby zrobić formę o jakiej marzyłem od zawsze, ale końcówka drugiej redukcji wykończyła mnie i psychicznie i fizycznie. Jechałem już na 1750kcal w DNT i 1900 kcal w DT, 5xDT w tygodniu i 5x40min cardio i niestety po oficjalnym zakończeniu redukcji wpadłem w jedzeniowy szał. Według tego co oszacowałem, zjadłem tego jednego dnia dobre 9k kcal, 1000w z czego większość to cukier i 400t, nie dałem rady się powstrzymać.
Efekt wiadomy - napuchlem paskudnie w oponie, inne partie wyglądają nawet lepiej niż na koniec redukcji.
Tutaj mam parę pytań
1. Czy możliwe jest abym takim dniem zepsuł sobie wszystko na co pracowałem przez ostatnie 22 tygodnie ? (19 tygodni redukcji, po 12 tygodniu miałem 3 tygodnie breaka na 2.5k kcal i loozniejszy trening, potem jeszcze 7 tygodni ostrej redukcji)
2. Czy zakładając, że wejdę teraz na 2.3k kcal w DT i 2k kcal w DNT (okolice mojego zera) przy powrocie do normalnej rutyny treningowej + cardio i mi ta woda i kg zejdą przez najbliższe 14 dni, to będę mógł zacząć okres masowy ze spokojna głowa ?
3. Czy tym jednym dniem utrudnilem sobie budowę czystej masy mięśniowej w perspektywie np pół roku ?
4. No i ostatnia sprawa. Za 2 tygodnie czeka mnie 7 dni na all inclusive. Jak bardzo mam się bać tego wyjazdu i jedzenia/picia na nim ? Wiem, że najrozsądniej było wytrzymać jeszcze te 3 tygodnie od końca redukcji do wyjazdu, ale tym razem rozsądek przegrał i codziennie żyje z myślą co mnie czeka po wyjeździe i czy tym jednym dniem nie odebrałem sobie smaku poluzowania pasa na wakacjach.
Jeśli ktoś to wszystko przeczytał - gratuluję i bardzo dziękuję za wszelkie odpowiedzi.
Pozdro
Trenuje od dawna, ale na "poważnie" regularny trening cisnę od 2.5 roku, rygorystycznie trzymam michę, za mną dwie mocne redukcje, jedna na -30kg, druga zakończona niedawno na -10kg poprzedzona sezonem masowym. Udało mi się bez bomby zrobić formę o jakiej marzyłem od zawsze, ale końcówka drugiej redukcji wykończyła mnie i psychicznie i fizycznie. Jechałem już na 1750kcal w DNT i 1900 kcal w DT, 5xDT w tygodniu i 5x40min cardio i niestety po oficjalnym zakończeniu redukcji wpadłem w jedzeniowy szał. Według tego co oszacowałem, zjadłem tego jednego dnia dobre 9k kcal, 1000w z czego większość to cukier i 400t, nie dałem rady się powstrzymać.
Efekt wiadomy - napuchlem paskudnie w oponie, inne partie wyglądają nawet lepiej niż na koniec redukcji.
Tutaj mam parę pytań
1. Czy możliwe jest abym takim dniem zepsuł sobie wszystko na co pracowałem przez ostatnie 22 tygodnie ? (19 tygodni redukcji, po 12 tygodniu miałem 3 tygodnie breaka na 2.5k kcal i loozniejszy trening, potem jeszcze 7 tygodni ostrej redukcji)
2. Czy zakładając, że wejdę teraz na 2.3k kcal w DT i 2k kcal w DNT (okolice mojego zera) przy powrocie do normalnej rutyny treningowej + cardio i mi ta woda i kg zejdą przez najbliższe 14 dni, to będę mógł zacząć okres masowy ze spokojna głowa ?
3. Czy tym jednym dniem utrudnilem sobie budowę czystej masy mięśniowej w perspektywie np pół roku ?
4. No i ostatnia sprawa. Za 2 tygodnie czeka mnie 7 dni na all inclusive. Jak bardzo mam się bać tego wyjazdu i jedzenia/picia na nim ? Wiem, że najrozsądniej było wytrzymać jeszcze te 3 tygodnie od końca redukcji do wyjazdu, ale tym razem rozsądek przegrał i codziennie żyje z myślą co mnie czeka po wyjeździe i czy tym jednym dniem nie odebrałem sobie smaku poluzowania pasa na wakacjach.
Jeśli ktoś to wszystko przeczytał - gratuluję i bardzo dziękuję za wszelkie odpowiedzi.
Pozdro
Krzysztof Piekarz