Tu rzecz nie polega na "odmawianiu sobie", tylko na świadomym wyborze.
Zależy mi na sylwetce - nie jem pizzy. Zalezy mi na jedzeniu pizzy - jem pizze. Sama pizzy nie jadłam kilka lat, bo nie czuję potrzeby - dla mnie to same kiepskie ww z dodatkiem tłuszczy, nie jakiś przysmak. Tym bardziej, jak Gesslerowa pokazałą, że ser do pizzy to zgrzewane na nowo w blok resztki serów z hipermarketów. Nie mówię, że wszędzie
Jak zjesz raz na miesiąc pizze, trzymając dietę przez pozostałe 29 dni - nic się nie stanie. Natomiast, jeśli jeszcze nie zacząłeś i już tęsknisz za pizza i piwem, to może być kiepsko.
Dieta trzymana na 90 % jest prawie tak samo skuteczna jak ta trzymana na 100%, jednak 50 na 50 efektów raczej nie przyniesie.
Kwestia zdrowego rozsądku.
Słodycze - zależy - dobrą gorzką czekoladę można jeść, ale też z umiarem - bo kostkę czy dwie jako deser do posiłku, można traktować jako żródło magnezu, natomiast pół tabliczki czekolady kiepskiej jakości, czy ciastka z utwardzonym tłuszczem - trudno znaleźć dla nich uzasadnienie - oprócz łakomstwa i braku świadomości negatywnych skutków takiego odżywiania.
Kolajny aspekt - można zrobić swoją pizzę - zdrowszy odpowiednik