Szmaragd49 - poczytaj trochę inne wątki, to może zauważysz, że "mięsożercom" też wytykamy błędy odnośnie białka - a to za dużo, a to za mało, a to słabe zestawienia białkowych produktów. Masz jakiś kompleks (czy nie wiem, jak o nazwać) na tle swojej diety i to czuć od samego początku rozmowy. To, że Twoi rodzice wybrali i w dzieciństwie narzucili i Tobie taki styl odżywiania, nie oznacza, że całe życie musisz mieć klapki na oczach i zaprzeczać
z zasady komukolwiek, kto napisze czy powie Ci coś na temat, że coś w tej diecie może być niewłaściwe. Na razie podchodzisz do tego emocjonalnie, a nie racjonalnie i dlatego w zasadzie bez sensu jest ta cała rozmowa. Piszesz o badaniach i twierdzisz z całą pewnością, że są ok, ale nie umiesz przytoczyć konkretu... Jakie badanie na na dostatek/niedostatek białka w
organizmie robiłaś? Gdyby coś takiego było w łatwo dostępnych badaniach, to 99% ludzi z tego forum by takie badanie regularnie sobie robiło... Nie ma czegoś takiego. Chyba że mnie i innych oświecisz.
Niby jesz tak od dziecka i Twoja rodzina na tym się zna, ale na sugestię, że możesz mieć mało białka, od razu się bronisz, że ktoś Ci każe jeść mięso. W takim razie, zapytam: jaka jest Twoja wiedza na ten temat? Nie wiesz, że możesz jeść więcej jajek , twarogu, odpowiednio łączyć pokarmy (czego nie widać w niektórych przytoczonych posiłkach) ? Wygląda na to, że masz niedowagę, do tego piszesz że jesteś głodna, ale w irracjonalny sposób upierasz się przy swoim, że wszystko jest ok. Weź sobie przejrzyj na przykład dzienniki dziewczyn na forum, która wciągałaby na raz 200g ryżu, dwie "solidne porcje makaronu" czy pięć bułek i pisała mimo to, że jest głodna... Ze świecą szukać. To nie jest po prostu normą.
I wcale nie jestem wrogiem wegetarianizmu, jedynie chcę Ci zwrócić uwagę, że patrząc z boku, wydaje się, że nie jest aż tak pięknie, jak nam tu sugerujesz.
Na przykład samo liczenie białka może nie być wystarczające w przypadku gdy posiłki są białkowo "monotematyczne", typu same bułki z warzywami czy - makaron z warzywami. Tam jest, owszem, białko, ale bez zestawienia go w ciągu dnia z innymi pełnowartościowymi białkami w dostatecznej ilości - nie zostanie
w ogóle wykorzystane. Wystarczy brak jednego aminokwasu i białko nie powstanie... Czyli mogłaś sobie teoretycznie liczyć, że wystarczy, a tak naprawdę mieć o 1/3 czy połowę tego białka za mało do swoich rzeczywistych potrzeb.
Gdybyś podeszła do tego bardziej racjonalnie, to po prostu przez jakiś czas zliczałabyś te białka, zwróciłabyś uwagę na sposób komponowania posiłków, może spróbowała dostosować tę dietę nieco bardziej w kierunku ogólnie obowiązujących norm - i wtedy dopiero, po jakimś czasie, okazało by się czy czasem nie czujesz się lepiej, niż obecnie. Nie byłaby to ani zdrada Twoich rodziców, ani zasad panujących w rodzinie - po prostu próba bardziej obiektywnej oceny czy to naprawdę Ci służy i ewentualnego ulepszenia sposobu odżywiania, gdyby się okazało, że nie do końca... Może na razie nie chcesz tego przyjąć do świadomości, ale rodzice, mimo najlepszych intencji - też są tylko ludźmi i niejednokrotnie się mylą, a nawet nieświadomie mogą robić swoim dzieciom krzywdę.
Im wegetarianizm nie musiał zaszkodzić, a Tobie - może. Skoro jesteś dorosła, możesz po prostu zweryfikować czy to, co przekazali Ci rodzice (i w takiej dokładnie formie), jest dla Ciebie najlepsze.