Od czego by tu zacząć.
Jestem na bezglucie 16 dni.
Odczucia: Zanotowałam na minus poczucie zdrowia. Jestem ospała,
nic mi się nie chce, jakaś deprecha mnie łapie. Boli mnie głowa (a wcale nie miałam takich przypadłości wcześniej). Rano nie mogę się dobudzić. Nie mam energii. Jednym słowem nie tego się spodziewałam.
Dieta i rozkład BTW: Niestety muszę zmienić dietę. Nie mogę jadać tyle białka. Max 1g na kilogram. Nie wspomniałam, ale jestem nerkowcem. Miałam kamicę i nie mogę przeginać z białkiem, a te 100g i czasem ponad 100g, to dla mnie stanowczo za dużo. Zaczęło mnie kłuć w plecach ostatnio, więc poszłam zrobić badania. Przy okazji zrobiłam TSH. TSH w normie, a badania moczu wskazują na stan zapalny.
Bezgluten: Umówiłam się na jutro do endokrynologa i przy okazji specjalisty dietetyka. Oczywiście prywatnie, bo dostać się na fundusz już nie mogę. Niedawno się również dowiedziałam, że nie dostanę umowy, więc zostaje mi żyć z oszczędności do połowy grudnia. Zresztą i tak na fundusz się gdziekolwiek dostać i dowiedzieć, to graniczy z cudem...
Waga i wymiary mi wzrosły w ostatnim tygodniu mimo trzymania rozkładu, bezglutenu, bezmleka i powrotu do biegania. Mi chyba już nic nie pomoże. Straciłam chęć do czegokolwiek. Może taka moja uroda, że nic się nie da zrobić.
Muszę jeszcze raz porobić badania tarczycowe i skonsultować z innymi specjalistami.