Od pewnego czasu męczy mnie pewien problem, który z dnia na dzień wydaje się rosnąć... chodzi o mój brzuch, a raczej nadęty worek pomiędzy klatą a przyrodzeniem ;- ). Od razu zaznaczam, że nie chodzi mi o ćwiczenia na zgubienie tłuszczu, którego swoją drogą jest całkiem sporo. Mój brzuch jest także "rozepchany" przez organy wewnętrzne i to mnie martwi najbardziej. Jakby tego było mało obawiam się, że mam lekkie skrzywienie kręgosłupa w części lędźwiowej. Czy wobec tego jest szansa na "drabinkę" i płaski brzuch? Mile widziane rady osób, która mają lub miały podobny problem i wiedzą jak się go pozbyć. Czy mają tu coś do rzeczy słabe mięśnie dolnego grzbietu? Prawdę mówiąc niemal wcale ich nie ćwiczę (tak jak i mięśni brzucha, ostatnimi czasy) i może przez to rośnie mi ta obleśna bania? Wiem, że mięśnie brzucha mam słabe bo 30 "brzuszków" w serii wymaga ode mnie sporego wysiłku i bólu. POMÓŻCIE, proszę!
Nic dodać, nic ująć.
Nic dodać, nic ująć.
pedro houdini
Krzysztof Piekarz