Wróciłam! Miałam długą przerwę od forum i (niestety!!! ja głupia!) troszkę od diety... Już Wam piszę co i jak... W sobotę był mój ślub i przyjęcie

. A potem do wtorku mieszkanie u teściów w moim miasteczku. I to była jedna wielka masakra... Na przyjęciu morze jedzenia, u teściowej cała lodówa, wiadomo, bo to święta.. i podtykanie co chwilę. A może ciasta, a może sałateczki. A że nie dogadujemy się najlepiej, to ciężko mi było wprost jej odmówić, więc coś tam mąciłam, brałam to żarcie do naszego pokoju i dziubałam te jej sałatki... Przez chwilę czułam się jak za starych, chorych czasów , mówię Wam, coś okropnego. Znowu ogarnął mnie strach przed normalnym jedzeniem, i do tego ochota na rozładowanie tego całego stresu na kilka, bardzo złych sposobów. Nie mogę się już doczekać momentu, kiedy jedzenie będzie dla mnie tylko paliwem, bez tych wszystkich emocji.
Miska od piątku do wtorku :
codziennie 4-5 posiłków na bazie jaj, pieczonego mięsa, ryb, warzyw gotowanych ,na parze, surówek, sałatek
Grzechy: pół kawałka tortu z bitą śmietaną, sporo wódki z sokiem, feta w sałatce, kukurydza, 5 kawałków sushi
Nie dałam się: milionom smakołyków na przyjęciu i wciskanym przez rodzinę
Skutek drugiego, nie najlepszego tygodnia z
SFD:
Podsumowując, cieszę się, że nie wróciłam do starych złych nawyków, i że się nie poddałam. A po każdym grzeszku miałam ochotę. Skoro już zawaliłam, to równi dobrze mogę popłynąć. Ale nie, kolejny posiłek jadłam już według wytycznych i szłam na spacer, mimo że było ciężko . A dziś zaczynam trzeci tydzień. Mam już piłkę, hantle. Nie mam za to więcej wymówek i koniec z taryfą ulgową. Biorę się do roboty.
Zmieniony przez - fajterka w dniu 2011-11-02 11:38:56