Przez weekend jadłam bez odchyleń (ale bez
białka). Dziś też bez białka i (co gorsza) bez owsianki na śniadania (zaspaliśmy), więc za mało kalorii (na usprawiedliwienie mam mnóstwo warzyw, także krzyżowych, nie wliczonych do bilansu).
W weekend też bez treningu, bo śliczna pogoda sprawiła, że spędziliśmy większość obu dni całą rodziną na pieszych wycieczkach w parkach. Potem byłam już tak zmachana, że na nic nie miałam siły.
Dziś zaczęłam gigantserie, próbujac robić progresję ciężaru (albo namiastkę progresji):
1a. wyciskanie sztangielek płasko 10/10/10/8 z 4.5/4.5/9/9 (wszystko poniżej też z tymi sztangielkami)
1b. wiosłowanie sztangielkami w opadzie tułowia (bez piłki) 10/10/10/8
2a. wyciskanie sztangielek na barki siedząc 10/10/8/6
2b. wznosy łydek stojąc (bez piłki) 25/25/25/25
3a. uginanie ramion z przysiadem 10/10/8/5
3b. francuskie prostowanie ramion leząc 10/10/10/8
4a. przysiad plie (bez piłki) 10/10/10/10
4b. wypady ze sztangielkami (bez piłki) 10/10/10/10
40 brzuszkow i po 20 boczków na każdą stronę na piłce.
Z burpee challenge już odpadłam
Zmieniony przez - staua w dniu 2011-03-22 04:37:05