Rynek suplementów diety będących źródłem magnezu przypomina pole bitwy. Producenci różnego rodzaju preparatów na łamach kolorowej prasy, jak i na antenie radia i telewizji permanentnie tłuką się po gębach, licytując przekornie, który to środek ma lepszą absorpcję, który lepszą biodostępność, a który większa bioretencję. Tymczasem tak naprawdę do akcji powinien wkroczyć… przemysł piwowarski. Istnieją bowiem dowody na to, że piwo w sposób co najmniej zadowalający zwiększa poziom magnezu we krwi.

Gdzie dwóch się bije…

Od co najmniej dekady, reklam wychwalających pozytywny wpływ stosowania magnezowych suplementów systematycznie przybywa, jakież musiałoby być zaskoczenie producentów tychże środków, gdyby na rynek wkroczył jakiś browar, reklamując oferowane przez siebie trunki jako „optymalny sposób na podnoszenie poziomu magnezu we krwi”. Co ciekawe, takie hasło można byłoby opatrzyć odnośnikiem do niezależnego badania naukowego, co zapewne dodatkowo sfrustrowałoby producentów suplementów. Niestety póki co jeszcze piwo takiej reklamy się nie doczekało, ale być może to tylko kwestia czasu…

Ciekawe badanie

Grupa naukowców z Wydziału Farmaceutycznego Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie postanowiła wykonać intrygujący eksperyment, sprawdzając wpływ spożywania piwa na poziom magnezu, sodu, wapnia i potasu we krwi. Do wzięcia udziału we wspomnianym studium badacze zaprosili pięćdziesięciu dwóch mężczyzn stabilnych klinicznie, po operacji kardiologicznej, którzy na co dzień raczej unikają alkoholu. W ramach interwencji uczestnicy podzieleni zostali uprzednio na dwie grupy: otrzymali do wypicia albo mały kufel piwa (330ml / 20mg etanolu), albo też wodę mineralną dostarczającą identycznej ilości magnezu, sodu, wapnia i potasu, co „złocisty trunek”. Następnie po każdym zabiegu zbadano poziom wspomnianych elektrolitów w jednej i drugiej grupie. Jak się okazało, osoby które wypiły piwo miały zdecydowanie wyższy poziom magnezu w osoczu niż osoby, które piły wodę. Mechanizm tej zależności nie jest poznany, ale badacze zasugerowali, że spożywanie umiarkowanych ilości piwa wywierać będzie korzystny wpływ na funkcjonowanie układu krążenia.

Truciznę od lekarstwa różni tylko dawka…

O tym, że alkohol to trucizna wiadomo powszechnie, coraz głośniej mówi się jednak o tym, że niewielkie dawki tej substancji w diecie mogą być potencjalnie korzystne. Oczywiście nikt nie powinien namawiać do spożywania alkoholu, nikt też nie powinien się do jego konsumpcji zmuszać. Alkohol ma pewne wady, m.in. upośledza zdolność obsługi maszyn i kierowania pojazdami, nie nadaje się dla osób z niektórymi chorobami, powinny go też unikać kobiety w ciąży. Osoby zdrowe, pełnoletnie, niebędące kierowcami w okresie po spożyciu, mogą sobie na pewne ilości alkoholu pozwolić i – prawdopodobnie odniosą z tego pewne korzyści. Co ciekawe, przyjęło się, że jeśli jakiś napój alkoholowy zbiera pochwały, to jest to czerwone lub co najwyżej białe, wytrawne wino, wspomina się o nich w mediach i obiegowych przekazach. Trudno raczej znaleźć artykuł opisujący korzyści zdrowotne wynikające z picia piwa, poza anegdotycznym „pozytywnym wpływem na nerki”. Tymczasem przytoczone dane sugerują, że popularny browar pity w symbolicznych ilościach ma pewne walory i zwłaszcza w letnie, upalne dni warto sobie o nich przypomnieć…

Komentarze (0)