Choć jeszcze
strongman nie wyszedł na ring i nie stoczył debiutanckiej walki, już pojawiają się spekulacje co do następnego rywala. To byłby hit.
Dwa dni dzielą nas od pojedynku Mariusza Pudzianowskiego z Marcinem Najmanem. Napięcie i emocje wzrastają więc z godziny na godzinę. Udzielają się one samym zawodnikom, ale też ekspertom i kibicom. Tak będzie zapewnie do piątkowego wieczoru.
Im bliżej pierwszego gongu tym również więcej spekulacji co do... następnego przeciwnika dla któregoś z wyżej wymienionych. Pada wiele nazwisk, ale najbardziej realne i jednocześnie najgłośniejsze jest tylko jedno - Paweł Nastula. Były mistrz olimpijski, świata i Europy w judo, a od czterech lat wojownik MMA, ma wkrótce podpisać kontrakt z Konfrontacją Sztuk Walki (KSW).
To pod szyldem tej federacji zmierzą się w piątek „Dominator” z „El Testosteronem”. Wiele więc wskazuje na to, że lepszy z tej dwójki dostanie szanse walki z legendą polskiego sportu. To by dopiero był hit! Nie ma też co ukrywać, że dużo bardziej ludzi zainteresowałoby starcie Nastula - Pudzian, niż Nastula - Najman. Wszystko więc w rękach, nogach i głowie Mariusza.
Nastula choć kontraktu jeszcze nie podpisał, jest niezwykle pewny siebie. Szanuje obu, ale i obu nie daje większych szans
Nic nie ujmuję Najmanowi i Pudzianowi, ale nie mają ze mną żadnych szans. Po dwóch miesiącach treningów nie można rywalizować z kimś, kto trenuje od lat. Sam się o tym boleśnie przekonałem w moim debiucie w MMA, teraz mogę dać podobną lekcję Pudzianowi - zaznacza Nastula na łamach „Super Expressu”.
A jeszcze w kwietniu w rozmowie ze Sportfanem zapewniał , że wątpi, by kiedykolwiek mogło dojść do takiej walki. Bo MMA to sport globalny, a taki pojedynek zainteresowałby tylko Polaków. Poza tym Pudzian dzwonił wtedy do Nastuli i pytał, czy nie mógłby się troszkę podszkolić w jego warszawskim klubie.
Minęło kilka miesięcy i były judoka mówi co innego. I dobrze! Bez względu na wynik piątkowej walki na Torwarze z chęcią zobaczylibyśmy Nastulę i Mariusza razem w ringu. A Wy?