Od trzech miesięcy mam ból w górnej cz. odcinka lędźwiowego. Wpływ na to miała pewnie zła postawa (garbienie się), którą utrzymywałem do tego czasu.
Dwa tygodnie po pierwszych objawach poszedłem do lekarza pierwszego kontaktu, który jako przyczynę podał
skok wzrostowy oraz skoliozę lędźwiową (jak się okazało na RTG była niewielka, bo 13 stopni). No więc dał skierowanie do specjalisty wad postawy.
Specjalista zauważył, że podczas schylania mam przykurcz mięśnia w okolicy, gdzie mnie boli.
Potem jeszcze byłem u ortopedy, który też się tym nie przejął, powiedział że to pewnie korzonki i zapisał mnie na ćwiczenia wzmacniające, bo jak powiedział "mięśni to on tu nie widzi"
Teraz jestem już po miesiącu ćwiczeń oraz jakichś prądów i widzę, że niewiele to pomogło (o ile w ogóle). Kiedy byłem u tych wszystkich, co mnie badali, mówiłem im, że mam "zmęczoną" prawą nogę (chciałem im dać do zrozumienia, że to może być rwa), ale oni to zupełnie olali.
Moje pytanie jest takie: co teraz mam robić? Kontynuować ćwiczenia i czekać aż kiedyś przejdzie?
Jak myślicie, czy to może być przepuklina?
Ostatecznie mogę pójść prywatnie do fizjoterapeuty, ale z drugiej strony nie wierzę, żeby wszyscy poprzedni lekarze, u których byłem, mogli się mylić.
Jeśli ktoś wie coś na ten temat, to proszę o pomoc. Chcę być w końcu zdrowy...