Osobiście nie mam doświadczenia z dietetykami, bo wydaje mi się, że człowiek, który ma jako takie pojęcie o odżywianiu sam jest sobie w stanie poradzić i niczego odkrywczego od takiego dietetyka się już nie dowie. Ale trzeba wziąć pod uwagę, że jednak większość ludzi nie ma na ten temat zielonego pojęcia i o odchudzaniu krążą jeszcze lepsze mity niż w kwestii uświadomienia seksualnego
Należałoby chyba rozgraniczyć wymagania zwykłego śmiertelnika od oczekiwań osób, które gromadzi to forum. Dlatego po części zgadzam się z opinią, że lepszy jakikolwiek dietetyk niż żaden. Wydaje mi się, że pewne ogólne założenia dietetyczne są bardzo zbliżone i dla osoby która nic nie wie porada takiego specjalisty jest lepsza niż nic.
Chociaż z drugiej strony też znam przykłady ciekawych porad pochodzących z gabinetów dietetycznych. Mój szwagier, który ma dość potężną nadwagę ostatnio oświecił mnie taką rewelacją, że aby schudnąć trzeba jeść ryż i kaszę i że coś tam lekarz mu tłumaczył o wahaniach poziomu cukru we krwi ale właściwie nie wiadomo po co

Efekt jest taki, że chłopak myśli, że jak napcha się ryżu to schudnie. Lekarz może i chciał dobrze, ale chyba powinien dostosować swoje sugestie do poziomu wiedzy pacjenta i to jest też problem. Uważam że powinno się propagować przede wszystkim wiedzę na temat zdrowego stylu życia, a nie dawać gotowe rozpiski i to za ciężkie pieniądze.
Drugi przykład dotyczy mojej koleżanki, która niczym Bridget Jones czy jakaś inna pani z literatury kobiecej w każdy poniedziałek rozpoczyna jakąś nową dietę. Jakiś czas temu przyszła z poradą dietetyczną, że ma jeść same warzywa i owoce. Następnie sama obmyśliła sobie "dietę", w której ogranicza się białko,
węglowodany i tłuszcze
Zapytałam ją - co w takim razie jesz? No...ciemny (czytaj:farbowany karmelem, widziałam!) chleb, wafle ryżowe, kabanosy...Bo dla przeciętnego człowieka węglowodany to jest cukier w cukierniczce, a tłuszcz oznacza masło, które gdy się wymieni na margarynę już jest okej. Przykre, ale prawdziwe.
Podobnie irytuje mnie program "Jesteś tym co jesz", gdzie propagowana jest głównie dieta wegetariańska i zupa z zielonego groszku na obiad a na śniadanie koktajl z mango.
Jaki z tego morał - właściwie trudno powiedzieć co jest lepsze. Czy to że grubas jakimkolwiek sposobem bazując na tych poradach straci kilogramy i powróci do normalnego życia? Mój tata mawia, że "w Oświęcimiu nikt gruby nie był"

Ale, z drugiej strony, czy tędy droga?