wg mojej opinii (mojej wiedzy i doświadczenia) nie ma specjalnie większego ryzyka. specjalnie ujmuje odpowiedź w stosunkowo bezpieczny, nieco asekuracyjny sposób, ale wyjaśnie...
łączenie efedryny i johimbiny jest niebezpieczne i to bardzo. interakcja zachodzi na kilku poziomach. po pierwsze efedryna jest bardzo mało selektywnym agonistą receptorów beta. oznacza to, że działa na ukłąd nerwowy przez te receptory nie tylko tam, gdzie osoba stosująca życzyła by sobie tego. działanie "naśladujące adrenalinę" przejawia się dlatego także w mniej lub bardziej odczówalnych skutkach ubocznych w całym ukłądzie naczyniowym plus od tego efekty uboczne na smaopoczucie, gospodarkę wodno-elektrolitową itd. o efektach, które przez stosujących odbierane sa jako "pozytywne" (utrata tłuszczu) pisał nie będę, bo tak na prawdę jest to efektem ubocznym braku selektywności tego leku.
johimbina jest inhibitorem enzymu MAO. enzym ten w naturalny fizjologiczny sposób rozkłąda nadmiar adrenaliny i innych amin ketocholowych. to taki mechanizm zabezpieczający, który pozwala wrócić do normy po krótkim staniw wzniecenia mega aktywności (np w krótkim stresie, kiedy potrzebujesz mobilizacji czujesz poddenerwowanie, potem wyciszasz się). johimbina blokując ten enzym będzie więc powodowała dłuższe utrzymywanie się adrenaliny, noradrenaliny w organizmie. to, jeśli nie dodajemy dodatkowych stymulantów. poziom niepodwyższy sie kolosalnie, bo organizm już więcej nie będzie produkował tych hormonów do niesamowitych ilości. jeśli jednak dodasz do tego efedrynę, która spowoduje spory wzrost amin ketocholowych - dłużej utrzymuje się zwiększona ilość tych hormonów.
to tak bardzo zwyczajnym językiem opisana część całej interakcji, bo do tego dochodzi wiele innychskutków w postaci zaburzenia wydzielania wielu hormonów (johimbina-alfa, efedryna beta, jeden hamuje, drugi pobudza pewne części).
ogólnie przyjmijmy aksjomatycznie, że niebezpieczeństwo jest i to namacalne.
tyrozyna to aminokwas. po za funkcją proteogenną pełni rolę prekursora (substancji wyjściowej) dl aprodukcji wielu związków aktywnych - w tym hormonów tarczycowych i neuroprzekaźników układu dopaminergicznego.
moim zdaniem jednak jest to substancja zupełni ebezpieczna w ilościach do kilku gramów dziennie (stosowana czywiście okresowo.
powodem tego jest, że nie posiada ona sama w sobie działąnia stymulującego. może, ale nie musi zostać przekształcona do związków o których wyżej mowa. wszystkie reakcje kontrolowane są enzymatycznie i zachodzą w razie konieczności. tak na przykąłd poziom hormonów tarczycowych czy neuroprzekaźnikó nie wzrośnie ponad fizjologiczną normę.
nie oznacza to jednak, że suplement jest zupełnie zbędny i nie przydatny. weźmy przykład ponadprzeciętnej aktywności tak fizycznej, jak i umysowej, warunki stresu (czyli tak,jak zyje więksozść z nas w dzisiejszych czasach plus do tego treningi sportowe). pracując na maks obrotach ukłąd dopaminergiczny musi nadążać z produkcją tych neuroprzekaźników. bardzo często przyjmuje się, że to zbyt małą ilość lub zaburzenie proporcji na ksutek zmęczenia (przetrenowania sympatykotonicznego) jest przyzcyną uczucia znużenia i wczesniejszego przemęczania się, czy to w trakcie dnia, czy pd koniec treningu - nagły
spadek siły i uczucie jakby mięsień "puszczał skurcz" ( do tego zjawiska dochodzi także brak acetyocholiny i reakcje neuronalne z rdzenia).
utrzymując wyższy poziom tyrozyny, w momencie, gdzie jest to wymagane dajesz swojemu organizmowi większa odstępność substratów do odnowy niektórych neurotransmiterów. można w ten sposób w pewnym stopniu zapobiegać przemęczeniu treningowemu. zachodzić np może szybsze ich odnowienie.
w praktyce nie spodziewaj się więc reakcji mega pobudzenia po tyrozynie. efektem jednak może być przy regularnym stosowaniu w momencie, kiedy jest to potrzebne "oddalenie uczucia mega chronicznego przemęczenia".
ps: sporo skrótów myślowych i pominięć wielu kwestii