Ja, co prawda, nie gram w klubie (nie mam specjalnie czasu, a poza tym, jeśli miałbym grać, to chyba tylko w futsal, bo o polskim futbolu nie mam zbyt dobrego zdania, a zwłaszcza o niższych ligach), ale kocham futbol i rywalizację, od czasu do czasu biorę więc udział w jakichś okazjonalnych zawodach. W sumie przychodzą mi do głowy trzy takie najładniejsze bramki (co prawda, mógłbym wymienić więcej, ale pozostałe padły w takich typowo podwórkowych gierkach). Kolejność chronologiczna.
1. Mecz w ramach turnieju 1. klas gimnazjum. Wynik 1:1, końcówka meczu. Nie pamiętam dokładnie, jak do tego doszło, ale piłka odbiła się od ziemi, tuż przed linią pola karnego. Uderzyłem w okienko, piłka jeszcze odbiła się od poprzeczki, po czym wpadła do bramki. Niestety, w ostatnich sekundach, zaspała obrona, i przeciwnik wyrównał. Ale i tak w końcowej klasyfikacji zajęliśmy, dosyć niespodziewanie, drugie miejsce.
2. Mecz towarzyski I Historii (nie mój kierunek, ale moja drużyna, debiut w jej barwach) z Filologią Angielską. Przegrywamy już 0:4. Dostałem podanie z lewego skrzydła, gdzieś na środkowej wysokości boiska, zbiegłem do środka, mijając obrońcę, wysunąłem sobie piłkę podeszwą, przed linią pola karnego, i uderzyłem. Piłka odbiła się od słupka i zatrzepotała w siatce.
3. To samo spotkanie. Akcja toczyła się na prawym skrzydle. Nie pamiętam, czy doszedłem do jakiegoś trudnego podania, czy sam odebrałem piłkę obrońcy, ale ośmieszyłem go sekwencją zwodów, której nie potrafię odtworzyć - pamiętam jedynie, że ostatni z nich polegał na przeciągnięciu piłki podeszwą na zewnątrz (wiecie, o co chodzi, jeden z najskuteczniejszych trików na hali), po czym wysunąłem sobie piłkę i uderzyłem tuż przy słupku. 4:5, ostatni gol. Mecz może nie odbywał się w ramach żadnego oficjalnego turnieju, ale kibiców było naprawdę sporo, a atmosfera godna spotkań ligowych.
Zmieniony przez - Triple L w dniu 2008-05-24 19:21:59