Witam. Mam 21 i przy wzroście 189 cm ważę zaledwie 57 kg. Z problemem niedowagi borykam się właściwie od urodzenia, gdyż z natury jestem niejadkiem. Nasi "wspaniali" polscy lekarze od zawsze powtarzali mi, że wielu chłopaków w moim wieku ma podobną budowę ciała (taa.. szkoda tylko, że jakoś ich nie widuję) oraz, że kiedyś w końcu przytyję i żebym się nie przejmował, bo to dlatego, że bardzo gwałtownie urosłem. Tyle tylko, że takie teksty słyszę już od dzieciństwa, a rosnąć przestałem jakieś 1-2 lata temu (w dodatku niedawno przekroczyłem dwudziestkę i jakoś nie widzę żadnej poprawy):/
Długo błądziłem w internecie w poszukiwaniu jakichś pomocnych artykułów, ale wszędzie rozpisują się tylko na temat nadwagi (w TV i gazetach zresztą też). W końcu trafiłem tutaj i zrobiłem już małe rozeznanie. Nie będę zaczynał od układania jakichś diet, o których nie mam bladego pojęcia, bo paradoksalnie na takich rzeczach najbardziej znają się te osoby, które najmniej tego potrzebują (czyli wszelkiego rodzaju "koksy"). Nic mi nie mówią te wszystkie tabele, wykresy, węglowodany, białka, gramy, kalorie i inne duperele. Zresztą w końcu uzmysłowiłem sobie, że nie dieta jest moim problemem, ale problemy z łaknieniem.
Najgorsze problemy mam nad ranem. Praktycznie nie jestem w stanie nic przełknąć (wypijam tylko herbatę, zjadam ciastko i w drogę). Na uczelni też mi się za bardzo nie chce jeść, bo bez popitki idzie mi wolniej. Rozkręcam się dopiero w porze obiadowej, ale często zasiadając do obiadu czuję się już pełny, jakbym dopiero co coś zjadł. W jednym ze starych tematów wyczytałem również coś na temat duszącego kaszlu nad ranem i dziwnego nalotu na języku. Co do tego nalotu to nie wiem o co chodzi (jutro to sprawdzę), ale ten duszący kaszel mam i nasilił się on gdzieś od roku. Jest to o tyle denerwujące, że po wstaniu z łóżka od razu mnie trochę mdli i mam ciężko na żołądku. Muszę wtedy prowokować wymioty, żeby lepiej się poczuć (oczywiście nie mam czym wymiotować po całej nocy, więc mnie jedynie "skręca" i pluję śliną, ale dzięki temu nie czuję się taki pełny). Kaszel pojawia się również podczas posiłków, które jem już resztkami sił. Czy to oznacza, że jestem na coś chory ??
Po przeglądnięciu kilku starszych tematów zrobiłem sobie spis leków i innych rzeczy, które mogą mi pomóc przy poprawie apetytu:
- Citropepsin
- Dibecozide Magnum
- witamina B12
- Bioxetin
- Peritol
- Apaurin
- siemię lniane lub dziurawiec
- woda mineralna (wypijana na długi czas przed posiłkiem)
Które z powyższych rzeczy Waszym zdaniem są naprawdę skuteczne, a które mogę sobie darować (czy jest jeszcze jakiś skuteczny preparat, którego nie wymieniłem)? I czy mogę je stosować jako kombinacje (np. B12 + Citropepsin) żeby wzmocnić efekt działania ?? Z góry dziękuję i pozdrawiam (jeszcze się tu odezwę)!
Długo błądziłem w internecie w poszukiwaniu jakichś pomocnych artykułów, ale wszędzie rozpisują się tylko na temat nadwagi (w TV i gazetach zresztą też). W końcu trafiłem tutaj i zrobiłem już małe rozeznanie. Nie będę zaczynał od układania jakichś diet, o których nie mam bladego pojęcia, bo paradoksalnie na takich rzeczach najbardziej znają się te osoby, które najmniej tego potrzebują (czyli wszelkiego rodzaju "koksy"). Nic mi nie mówią te wszystkie tabele, wykresy, węglowodany, białka, gramy, kalorie i inne duperele. Zresztą w końcu uzmysłowiłem sobie, że nie dieta jest moim problemem, ale problemy z łaknieniem.
Najgorsze problemy mam nad ranem. Praktycznie nie jestem w stanie nic przełknąć (wypijam tylko herbatę, zjadam ciastko i w drogę). Na uczelni też mi się za bardzo nie chce jeść, bo bez popitki idzie mi wolniej. Rozkręcam się dopiero w porze obiadowej, ale często zasiadając do obiadu czuję się już pełny, jakbym dopiero co coś zjadł. W jednym ze starych tematów wyczytałem również coś na temat duszącego kaszlu nad ranem i dziwnego nalotu na języku. Co do tego nalotu to nie wiem o co chodzi (jutro to sprawdzę), ale ten duszący kaszel mam i nasilił się on gdzieś od roku. Jest to o tyle denerwujące, że po wstaniu z łóżka od razu mnie trochę mdli i mam ciężko na żołądku. Muszę wtedy prowokować wymioty, żeby lepiej się poczuć (oczywiście nie mam czym wymiotować po całej nocy, więc mnie jedynie "skręca" i pluję śliną, ale dzięki temu nie czuję się taki pełny). Kaszel pojawia się również podczas posiłków, które jem już resztkami sił. Czy to oznacza, że jestem na coś chory ??
Po przeglądnięciu kilku starszych tematów zrobiłem sobie spis leków i innych rzeczy, które mogą mi pomóc przy poprawie apetytu:
- Citropepsin
- Dibecozide Magnum
- witamina B12
- Bioxetin
- Peritol
- Apaurin
- siemię lniane lub dziurawiec
- woda mineralna (wypijana na długi czas przed posiłkiem)
Które z powyższych rzeczy Waszym zdaniem są naprawdę skuteczne, a które mogę sobie darować (czy jest jeszcze jakiś skuteczny preparat, którego nie wymieniłem)? I czy mogę je stosować jako kombinacje (np. B12 + Citropepsin) żeby wzmocnić efekt działania ?? Z góry dziękuję i pozdrawiam (jeszcze się tu odezwę)!
Krzysztof Piekarz
