Owszem, i to z akcentem na "i jak bardzo chce to osiągnąć".
No i moim zdaniem - wcale nie tak bardzo.
O siłowni "nie ma mowy", posiłków "jeść się nie chce" i w ogóle cel niezbyt precyzyjnie określony [delikatnie mówiąc]. Pan "I love you" wszedł tu trochę jak do wróżki, albo tak, jak się podchodzi do psychotestów w gazetach: powiedzą, że dobrze, to dobrze, a jak powiedzą że źle, to i tak się nie przejmę.
Tak to widzę.
No i moim zdaniem - wcale nie tak bardzo.
O siłowni "nie ma mowy", posiłków "jeść się nie chce" i w ogóle cel niezbyt precyzyjnie określony [delikatnie mówiąc]. Pan "I love you" wszedł tu trochę jak do wróżki, albo tak, jak się podchodzi do psychotestów w gazetach: powiedzą, że dobrze, to dobrze, a jak powiedzą że źle, to i tak się nie przejmę.
Tak to widzę.
"Go ahead, make my day..."

