Jak wiadomo, Chińczycy tworząc różne style kung-fu naśladowali ruchy zwierząt: małpy, żurawia, tygrysa, modliszki, węża, niedźwiedzia. Nawet styl pijanego człowieka ma coś wspólnego ze zwierzęciem, bo ten człowiek był pijany jak świnia. Japońskie sztuki walki raczej bezpośrednio nie kopiowały ruchów zwierząt. Japończycy byli pragmatyczni, starali się wymyślić i wytrenować systemy dostosowane do ludzkiej anatomii. To zupełnie logiczne, bo ręka człowieka zgina się inaczej, niż skrzydło żurawia, łapa tygrysa, nie mówiąc o odnóżach modliszki. Podobnie jest z nogami, akręgosłu[p człowieka nigdy nie będzie tak giętki, jak kręgosłup węża, ani nawet tygrysa. Chińczykom to umknęło i stąd mnóstwo wysiłku marnowali starając się wiernie ruchy zwierząt odtworzyć. No i japońscy samurajowie ćwiczyli ju-jitsu. "Ju"(柔) oznacza giętkość, ustępliwość, nawet łagodność, ponieważ Japończycy od początku uważali, że najłatwiej jest pomóc przeciwnikowi, by sam sobie zrobił zrobił krzywdę. Stąd pierwsza zasada ju-jitsu (przejęta przez judo) - "ustąp, aby zwyciężyć". Jednak, aby móc w porę i we właściwy sposób ustąpić potrzebna jest znakomita, wręcz kocia zwinność. I właśnie dlatego samurajowie starali się naśladować kocie ruchy, biegając za kotami. Na rysunku z epoki samuraj w zbroi, (samurajowie ćwiczyli ju-jitsu w zbrojach) w hełmie z kocimi uszami, co ma podkreślić jego dążenie do upodobnienia się do zwierzęcia, biegnie za kotem, starając się równie lekko stąpać. Kot ubrany jest również w zbroję, bo Japończycy zdali sobie sprawę, że nie można naśladować, samemu będąc w zbroi, ruchów kota, który zbroi nie ma. Kot musiał mieć też obcięty ogon, żeby nie właził na drzewa, gdyż samurajowie raczej po drzewach nie chodzili. Nie wykluczałbym, że i pozycja, w której specjaliści od ju-jitsu są najgroźniejsi, czyli leżenie na plecach i wpuszczanie przeciwnika między nogi, dzięki czemu można go z łatwością udusić, albo załatwić dźwignią też wzięła się obserwacji kotów, które w chwili zagrożenie też przewracają się na wznak i naprawdę lepiej też ich wtedy nie zaczepiać. Kto kiedyś walczył ze specjalistą od ju-jitsu, ten wie, o czym mówię.


1
Krzysztof Piekarz