Jak sam trening i rozciąganie po bardzo lubię tak sama myśl o rozgrzewce działa na mnie demotywująco. Już w czasach podstawówki szlag mnie trafiał kiedy musiałem "bezcelowo" biegać po sali gimnastycznej plus wymachy skłony, zanim w końcu zagrałem w dwa ognie czy siatę. W domu to samo.
Mam małe podwórko gdzie mogę chwilę pokrążyć truchtem, ale reszta rozgrzewki robiona jest na odpierol- byle tylko do serii próbnych- a potem się dziwię skąd ta sinusoida w przy dokładaniu ciężaru przy kolejnej serii.
Wiem, że rozgrzewka jest obowiązkowa, bo sam swego czasu biegłem bez niej na 60 m, 100 m, 400 m, 1 km plus coś 'ala' runmageddon i na prawdę bolało parę dni po. A co dopiero przy podnoszeniu ciężarów.
Czy znacie sprawdzoną metodykę przy rozgrzewce, aby sprawiła ona większą lub mniejszą przyjemność bez zgrzytania zębami. Mam elegancki nowy chodnik i może na nim zrobić sobie truchtem 1 km, aby wstępnie się rozgrzać...
Mam małe podwórko gdzie mogę chwilę pokrążyć truchtem, ale reszta rozgrzewki robiona jest na odpierol- byle tylko do serii próbnych- a potem się dziwię skąd ta sinusoida w przy dokładaniu ciężaru przy kolejnej serii.
Wiem, że rozgrzewka jest obowiązkowa, bo sam swego czasu biegłem bez niej na 60 m, 100 m, 400 m, 1 km plus coś 'ala' runmageddon i na prawdę bolało parę dni po. A co dopiero przy podnoszeniu ciężarów.
Czy znacie sprawdzoną metodykę przy rozgrzewce, aby sprawiła ona większą lub mniejszą przyjemność bez zgrzytania zębami. Mam elegancki nowy chodnik i może na nim zrobić sobie truchtem 1 km, aby wstępnie się rozgrzać...


Krzysztof Piekarz
