" Bryl wiedział, że albo rozstrzygnie tę walkę jednym uderzeniem, albo będzie to jego absolutny koniec. Zanim więc jego przeciwnik złożył się do
ciosu, rozmyślnie odsłonił prawą stronę. Żebra trzasnęły jak zapałki. Drugiego takiego uderzenia już by nie przeżył. Jednak ten potężny cios spowodował, że porucznik na chwilę stracił równowagę i zupełnie się odkrył. Bryl wszedł w niego punktowym ciosem pod serce, na zatrzymanie akcji. Młody porucznik ginął powoli. Najpierw zamarł, potem zaczął się chwiać, upadł na kolana i w końcu zszedł. Następnego dnia rozpoczęło się regularne szkolenie "
"Pierwsi zmierzyli się z nim komandosi z Batalionu Szturmowego z Dziwnowa. (...) Walka z pierwszym nie trwała nawet pięciu sekund. Po ciosie końcami palców w oczy, kopnięciu w udo i kończącym uderzeniu łokciem w głowę - [żołnierz] padł na ziemię bez czucia. Następny był szybszy. Trafił Bryla czysto w żołądek, podciął i w parterze próbował skręcić mu kark. Bryl natychmiast zastosował ucisk na tętnicę szyjną. (...) Bryl pozwolił mu wstać i kilka sekund później potężnym sierpem rzucił go z powrotem na ziemię. "
"(...) Bryl polecił mu, by uderzył go z całej siły pięścią w klatkę piersiową technika tsuki, tak jak to robi łamiąc deski. (...) Facet walnął jak młotem. Mnie po takim uderzeniu trzeba by było chyba zdrapywać z pobliskiego drzewa, ale Bryl ani drgnął. Wyszczerzył złowieszczo zęby w uśmiechu i powiedział: Powtórz mocniej, bo jak nie, to ja cię uderzę! Facet powtórzył więc, ale znowu nic, żadnej reakcji. Po trzecim ciosie załamał się i opuścił ręce. "
a to źródło
http://www.greendevils.pl/sztuki_walki/wywiad_bryl/wywiad.html