Dzisiaj niestety dzień do d*py.
Rano śniadanie zjadłam takie jak powinnam pod postacią pysznych babeczek i kawa. Pół godziny później musiałam wypić kolejną, bo dalej byłam zaspana. Byłam umówiona z koleżanką na spotkanie pomyślałam, że dobrze by było mieć coś do kawy, więc kupiłam biszkopty i wafelki. Zjadłam 15 biszkoptów i 2 wafelki później porcję kurczaka z papryką. Następny posiłek był spóźniony o 2 h i to odczułam bardzo mocno. W odwiedzinach u rodziców rzuciłam się na jedzenie zjadłam 2 kromki z masłem, 2 łyżki masła z nerkowców, garść pestek słonecznika, z 200 g wędliny, surówkę,4 merci 2 rafaello, mnóstwo popcornu i pół jabłka, mleko z miodem.
Jestem tak objedzona, że na trening się nie dam rady ruszyć. Jestem zmuszona przełożyć to na jutro rano. Wychodzi na to, że jutro czekają mnie znowu 2 treningi. Tzn. rano siłowy a wieczorem cardio na bieżni. Intensywny dzień się zapowiada.
Po dzisiejszym dniu wnioski są takie:
-jedzenie na następny dzień warto przygotować dzień wcześniej
-baton proteinowy koniecznie w torebce
Traktuję ten dzień jako cheat day bądź
cheat meal, zjadłam to o czym marzyłam przez długi czas. Cheat meal planuję dopiero w poniedziałek :)