, no, ale nic). Sensei otwiera zamek w jakiś drzwiach i już jesteśmy na basenie. Ustawiamy się dookoła i seiken; 100 na betonie; poźniej przysiady z wyskokiem. Nie wiem ile. Dużo. Wskakujemy do basenu i natychmiast z powrotem; tym razem techniki: mae geri, mawashi geri; ma być jodan, ale nogi nie bardzo chcą słuchać; zresztą mokra karatega ciągnie w dół. Z powrotem do basenu. Na zewnątrz. Każde kopnięcie z kiai. Teraz jakby można wyżej. Do basenu. Na zewnątrz. Więcej kopnięć; różnych. Zdejmujemy bluzy karategi; znowu basen i kopnięcia. Dobieramy sie w pary. Jeden siada tyłem do basenu na jego skraju, a drugi na jego nogach. Brzuszki; ręce na karku, przy odchyleniu głowa w wodzie; coraz trudniej się podnieść. Do basenu. W tych samych parach sparring w wodzie (trochę wyżej niż do pasa), same ręce. Na zewnątrz. Znowu sparring; chociaż już można używać nóg mało kto ma siłę, więc w zasadzie boks. Do basenu. Dwie szerokości. Przysiady z wyskokiem. Z powrotem do basenu. Znów w obie strony; przysiady. Pompki. Kopnięcia. Basen. Kolejny sparring. Przysiady z wyskokiem. Dochodzimy do granic możliwości i je przekraczamy. Nogi odmawiaja posłuszeństwa. Wreszcie seiza i mokuso. Oddychanie w rytmie podanym przez sensei. Długo. Nie myśli się o niczym; nawet nie bardzo dociera, że to już koniec; tymczasem yame i powoli zbieramy się do wyjścia. Zbyt powoli
. 20 przysiadów z podskokiem; potem juz tylko szatnia i ta ogromna satysfakcja, że się udało, że przetrwaliśmy do końca. To był najwspanialszy trening, na jakim w życiu byłam i chyba nieprędko go zapomnę. Po prostu musiałam to opisać, do tej pory mam to wszystko przed oczami. Jeśli można mówić o "zwycięstwie ducha nad materią" to ten trening był jego przykładem, bo chociaz ciało od dawna nie miało już sił, to przecież coś nam pozwalało walczyć dalej, a walczyć trzeba było pod koniec o wykonanie każdego ruchu. No i na pewno był to trening pozwalający na drobne oszczędności, bo po tej całej wodzie, jaką w jego trakcie wypiłam z basenu, nie trzeba było kupować mineralnej
Bez wysiłku nie ma satysfakcji.
Bez wysiłku nie ma satysfakcji.
Krzysztof Piekarz
Łapaj soga
Naczelnik "Styli Tradycyjnych"
(chociaż wcale nie było za łagodnie) Nie ma to jak nabrać perspektywy
no bo przecież nie będę traciła energii na nielubienie czegoś, przed czym nie ucieknę