Widac zalezy od egzemplarza. No ale w supermarkecie jeden na tysiąc jest dobry. A w sklepie rowerowym jeden na tysiąc trafi się felerny. Mimo wszystko lepiej chyba kupić w sklepie

Ja jednak z supermarketowymi rowerami mam cięzkie doświadczenia. Niedawno mój Giant był na przeglądzie. Pozyczyłem sobie więc na jedną wyprawe rower ojca. Kupił go z rok temu w supermarkecie za bodajze 300 zł. Wygląda rzeczywiście fajnie, ciekawa rama, 2 amory itp. Jednak wystarczy na niego wsiąść zeby sie przekonać ile jest wart. Był juz raz w naprawie gwarancyjnej (TAK!! NAPRAWA GWARANCYJNA W SUPERMARKECIE - TEZ BYŁEM W SZOKU). Wsiadłem na niego i pierwsze co poczułem to jego waga. Wazy ten bydlak z tonę. Rozpędza się go tak przyjemnie, ze lepiej juz ciągnąć tira na sznurku. W zakręty wchodzi tak chętnie, jak dziesięciometrowy autobus bez przegubu

To tyle jeśli chodzi o przyjemność jazdy. Teraz sprawy techniczne. Amortyzator ramy (nawet maksymalnie skręcony) jest na tyle czuły, ze rower buja się niemiłosiernie podczas pedałowania. Cholery idzie dostać. Do tego ta pieprzona spręzyna skrzypi jak skrzypek na dachu. Jednym słowem w promieniu stu kilometrów słychać ze jadę rowerem z supermarketu. Wstyd, no ale trudno. Przedni amortyzator za to moze zabić. Próbowałem podjechać pod krawęznik. Podrywam kierownice i... amor sie wysunął o 10cm a koło dalej jedzie po ziemi...

Czyli o poderwaniu przedniego koła mozna zapomnieć... Od samego początku wyprawy cały czas coś stukało. Wreszcie zauwazyłem luz na tylnym kole. Klucze mam zawsze w plecaku, więc szybko ten luz zlikwidowałem. Jakiez było moje zdziwienie, jak po 10 kilometrach luz powrócił. Koło samo się rozkręca - super

Zostały jeszcze 2 miesiące gwarancji. Poradziłem staremu zeby oddał go jak najszybciej i zazyczył sobie zwrotu kasy. Nie wroze mu sukcesu, ale spróbować warto.

Ja wiem jedno - nigdy tak dobrze nie jeździło mi sie moim Giantem, jak po odebraniu go z serwisu następnego dnia

Zmieniony przez - P_E w dniu 2006-05-14 13:47:33