Początki miałem chyba takie jak każdy,kotry nagle chce budowac miesnie. Wszystko "na wariata" bez ładu i składu. Obowiązkowo klatka i biceps codzinnie no i oczywiscie zero nóg. Zaczynałem cwiczyc z ojcem,ale z czasem zacząłem sam trenowac,bo uwielbiałem i do dzisiaj uwielibam skupiac sie do tego stopnia,że zapominam o całym Bożym świecie. Kiedy zawuazyłem,ze po pierwszym miesiącu treningów z 60kg na kaltke nagle zrobiło sie 80kg to wtedy powoli zaczynało do mnie docierac,że moze cos z tego bedzie. Robiłem wszystko dokładnie odwaortnie niz mówia o tym jakiekolwiek zasady treningu silowego. Po jakis 3 lata z malymi przerwami trafiłem na miejska siłownie gdzie własnie zaczynał pracowac instruktor. Z czasem jakos złapalismy kontakt,a ze wtedy miałemw głowie siłe postanowaiłem sie spobowac w MP juniorow strongman. Pod okiem instruktora trenowałem juz systemem cięzkoatletycznym,ale wciaz bez diety co później okazło sie zgube. Wystartowałem w tych MP bez większego powodzenia. Miesiąc później leżałem juz na OIOM'ie oddziału kardiologicnzego podłaczony to kilkunastu kablekow. Puls w stanie spoczynku,a włascie ciągle lezenia...170-180 udzrzen na minute. Okazło sie potem,ze to wszystko wina braku diety i przeciązenia organizmu jak np. zamiast leczyc kaszel i katar ja biegałem z walizkami po 90kg jedna 40m (w wieku nie całych 16 lat). Gdy poszedłem do szpitala wazylem prawie 98 kg,a po dwoch tygodniach 88kg. Po wyjsciu troche odpoczałem i zaczalem kombinowac jak tu wrocic do formy no i krótkich konsultacjach z instrukotorem doszlismy do wniosku,ze cardio+na początku leki
trening siłowy,to jest to czego mi trzeba. Napisze tylko jeszcze,że instruktor,to dzisiaj nie tylko moj trener,ale i serdeczny przyjaciel,kotry od poczatku mojej wizyty u niego na silowni poświecał mi ogrom czasu i nerwów za co jestem mu cholernie wdzięczny. Dzisiaj juz znam an tyle swoj organizm,że tylko czasami konsultuje z nim pewne rzeczy,a nawet czasami podsuwam mu pewne nowinki :)