Ehehe . Mas soga bo zapomnialem wczesniej dac
A co do gleb to pamietam jeszcze jedna jakos tak w listopadzie juz na nowych amorkach jak mnie typek zabral na traske . Uprzedzal mnie zebym sie z nim nie scigal bo sie moge zdziwic . Dojechalismy na miejsce , widze zwykla lesna droge ze srednim spadkiem ale co najlepsze nie widac co jest za zakretem . Tak bylo przez caly zjazd (ok 3 minuty na pelnej parze z gorki ) . Typek mowi ze wyprzedzalem go zdrowo a on jechal 45 km/h (mial licznik ja swoj rozwalilem

) Noi nie widzac co sie dalej dzieje na jednym fajnym luku jechalem po wewnetrznej co oznaczalo juz zupelny brak widocznosci , wyjechalem za rog , las sie skonczyl po jednej stronie a z dugiej pod katem ok 45% do drogi strumyczek (moze z metr szerokosci i 20 cm glebokosci ale row w ktorym plynal jak ku.rwa mac .
No to nie zastanawiajac sie zabardzo odbilem w pole i po hamulcach ( z 50 km/h nie jest latwo zachamowac w trawie po pas i w dodatku na takich dolach ze myslalem ze mi jaja odpadna ) . Oczywiscie po 5 metrach mnie odbilo w gore i polecialem przez kierownice w krzaki .
Nie bolalo nic , nawet troche bo spadlem w jakies maxymalne zielsko w dodatku na plecy a ubrany bylem w gruba bluze ,polar , dwie koszulki i za***iscie grube jeansy . Rower polecial tez w jakies krzaki i malo brakowalo i by do rzeczki wpadl .
Typek co ze mna byl taki ze mnie polew mial ze nie mogl pozniej jechac .
Nie ma Ale.....