Witam!
Przeczytałem Twój post z uwagą i nie ukrywam, dużą cierpliwością:) Lista Twoich dolegliwości jest długa i szeroka, Twoje cierpienie w zasadzie przyjęło każdą możliwą formę. Oprócz wyników badań. Lekarze to łapiduchy, i trzeba do ich werdyktów podchodzić z szacunkiem uwagą i ogromnym dystansem. W dzisiejszych czasach najlepiej by było z każdym – tym samym problemem, zgłaszać się do 10 i więcej specjalistów i dopiero na tej podstawie decydować się na dalsze kroki. Nie chcę tutaj podważać w żadnym wypadku autorytetów lekarskich.
Nie jestem lekarzem ani znachorem. Jestem instruktorem i trenerem i mam pewne doświadczenie w pracy z ludźmi. Uważam, że człowiek to umysł i ciało. Bez ciała umysł potrafi działać niesamowite rzeczy (pomyśl o ludziach sparaliżowanych i funkcjonujących w życiu, którzy nie mogą normalnie posługiwać się kończynami czy którymś ze zmysłów). Ciało bez umysłu błądzi, rozpada się, wygląda źle, – choć może być na brzuchu sześciopak a barki mogą być pękate i pięknie pocięte. Wygląd poprawia samopoczucie, ale to nie jest klucz do sukcesu.
Piszesz, że miałeś sporo stresu, że masz krzywy kręgosłup, i dodatkowo ciężko pracujesz fizycznie. Nie mam dla Ciebie złotej rady czy wniosku, co Ci dolega. Wiem natomiast, że skoro ciało i umysł powinny stanowić harmonię, tak też należy rozpatrywać dolegliwości – każde. Po swoich doświadczeniach z utratą zdrowia – rzadko chorowałem, szybko się wylizywałem, a tu nagle rozsypka na dwa miechy i brak logiki w tym wszystkim – doszedłem do pewnych, może dla niektórych banalnych wniosków. Chodzi o to, że cały proces chorobowy ma swoje następstwa, pojawiają się kolejne fazy, które czasem są objawem dochodzenia do zdrowia, a czasem wynikiem komplikacji trywialnych dolegliwości czy zaniedbań, trwających dużo wcześniej niż pojawiły się zauważalne objawy. Dochodząc do sedna – odwdzięczę się równie długim wywodem – sięgnij dalej niż do początków objawów. Droga dochodzenia do zdrowia to dosłownie odwrócenie tego, co działo się u podstaw powstawania choroby. Więc nie ma tu drogi na skróty, – bo to jedynie eliminowanie objawów doraźnych.
Nie pisałeś chyba o tym czy uprawiałeś jakiś sport wcześniej, jak intensywnie. Dieta była raczej fatalna, – czyli gazowane g**** plus bułeczki z tłustym kotletem. Doszedł do tego ważny egzamin dojrzałości i praca fizyczna – krok w dorosłe życie. Do fizycznego zmęczenia dołączyło utrzymujące się napięcie – stres, który na początku jest taki że jest – ale żeby zaraz duży... hmmm. Lepszy duży na raz niż lekkie ciśnienie, w dłuższym czasie – nie tętnicze, tylko psychiczne. Krzywy kręgosłup to nie najlepsza podstawa do dźwigania ciężarów – chyba że się rozgrzewałeś przed robotą, dobierałeś nie za duże obciążenia i po wszystkim robiłeś kilkanaście minut rozciągania.... chyba nie, co? Dieta nie pomagała Ci w regeneracji, raczej w wyniszczaniu Twojego organizmu. Dodatkowo potęgował się nacisk na nerwy w kręgosłupie, przykurcze mięśni pleców – niedobory w diecie zaczynały obejmować również mózg. Mózg z kolei, kiedy mu brakuje substancji odżywczych i minerałów zaczyna nam wysyłać sygnały. Są one różne i promieniują na różne części czy organy naszego ciała, również na psychikę. Z tego jak piszesz nie trzeba być frojdem, żeby wysnuć wniosek, że jesteś hipochondrykiem. Zwracasz uwagę za każdy najdrobniejszy szczegół, który mógłby być związany z Twoim zdrowiem i co najważniejsze z dramatyczną komplikacją, której następstwem niechybnie będzie śmierć...
Musisz całkowicie zmienić swój sposób odżywiania – żeby mieć podstawy do poprawiania swojego stanu zdrowia – dieta bogata w warzywa , produkty pełnoziarniste i jak najmniej przetworzone. To robota dla dietetyka, ale przede wszystkim dla Ciebie – konsekwencja we wprowadzaniu zmian w Twoim życiu i cel, cel, cel, długodystansowy i krótkodystansowe małe kroki do przodu. Po drugie – rehabilitant, który skomponuje Ci program ćwiczeń mający na celu niwelowanie skutków
skrzywienia kręgosłupa, wzmacnianie gorsetu tułowia i całych pleców ---- nie siłownia z ciężarami bo to cię załatwi na cacy. Wspólnie z rehabilitantem znajdź sport (nie szachy czy brydż), który będziesz uprawiał systematycznie, co najmniej 3 razy w tygodniu ( na ślepo walę że pływanie na plecach było by rewelka – i tu też plan a nie pluskanie z dziewczynkami:) Po trzecie, najtrudniejsze teraz – robotę zmień Ziom, jeśli chcesz się wyprostować.
Jeśli zaczniesz w tych wszystkich punktach iść do przodu, to pamiętaj, że musisz drogę przebyć z powrotem, – więc to nie będzie miesiąc i cyk. Im będziesz bardziej konsekwentny tym rezultaty będą bardziej spektakularne. Aha i jeszcze: postaraj się skupić na celach i ogranicz użalanie się nad sobą o 50%.
Nie wiem, ale chyba Cię jednak nie przebiłem z długością tekstu.
Trzymaj sie chopie