Jako sprawca całego zamieszania, po wygóglaniu wielu różnych informacji uważam, że jednak chyba ŻADNA woda NIE może
zaszkodzić w dosłownym tego słowa znaczeniu :). Wg mnie ilość minerałów zawartych w ogólnodostępnych wodach wysokozmineralizowanych (nie piszę o leczniczych) nie powinna jakoś zgubnie wpływać na nery, kamienie i inne cuda_nie_widy... Nie wierzę w to, że gdyby faktycznie ilość minerałów w wodzie była tak wielka, że mogłaby szkodzić, nikt o tym by nie pisał, nikt nie przestrzegał przed nadmiernym jej spożyciem. Wręcz przeciwnie - uważam, że producent takiej wody wykorzystałby fakt bogatej mineralizacji wody i reklamowałby ją jako "cud_miód", wywindowałby cenę dwukrotnie do góry, czyniąc z niej swego rodzaju produkt leczniczy. I wtedy owszem - zawarłby jakieś informacje o ewentualnych skutkach ubocznych przy zbyt dużym i częstym spożyciu. Apteki (leki itp) to największy biznes, więc woda o charakterzy stricte leczniczym byłaby złotym jajem

. Mimo zaleceń ograniczonego spożycia i tak sprzedawałaby sie jak świeże bułeczki.
Z drugiej strony - średnio chce mi się wierzyć, aby woda źródlana (czy niskozmineralizowana) rzeczywiście miała czynić jakieś spustoszenie w
organiźmie poprzez wypłukiwanie z niego "esencji" ;). Kiepściuchnie zbudowane okazałoby się nasze ciało, gdyby rzeczywiście miało tak być. I ponownie watpię, że nie przestrzegano by przed zbyt dużym i częstym piciem takich wód... Oczywiście wszytkie te wywody to moje "widzimisię", więc pozwolę sobie jeszcze wysnuć teoryjkę, że spożycie takiej wody (i każdej innej), aby wywołać jakieś negatywne skutki, musiałoby być gigantyczne!
Tak więc oczywiście każdy będzie żłopał co chce, ja pozostaję przy swoim: przede wszystkim średnio- i wysokozmineralizowane. I nie ze względu na Bóg wie jak zbawienny wpływ tych wód na moje zdrowie, lecz przede wszytkim ze względu na smak
Zdrówka!
Zmieniony przez - domer w dniu 2008-06-12 14:46:20