MMA, ja naprawdę z całym szacunkiem akceptuje Twoje krytyczne zdanie o potencjale bojowym Lee. Ja mam po prostu inne przekonanie i tyle, nie trzeba się szarpać za brody. Szanuję wszystkich dobrych fighterów, w tym klan Gracie (aczkolwiek walki "przypodłogowe" nigdy mnie nie kręciły). Cóż, mogę tyle odp. na Twoje pytanie, że Bruce nie mógłby walczyć zawodowo jako bokser, bo nie cierpiał, nienawidził wręcz do bólu wszelkich ograniczeń, a taki rodzaj walki (bo nie mówimy tu przecież o próbnym pojedynku, zresztą ponoć jakieś sparingi miały miejsce i Lee nie dawał się trafić - ale nie upieram się przy tej wersji, bo nie trafiłem osobiście na zródło) pozbawiłby go możliwości kopania, zakładania dzwigni i wielu rodzajów uderzeń, niedozwolonych w boksie. W ogóle zresztą Chińczyk w tamtych czasach miał jeszcze gorzej od Murzyna w Stanach, tak nawiasem mówiąc, więc nikt bu mu takich kroków do sławy nie ułatwiał. Słyszałeś pewnie, że to on, a nie Carradine miał pierwotnie grać główną rolę w serialu "Kung-Fu" - dlaczego jej nie dostał, nietrudno orzec. Co do kasy za lekcje JKD, to stawki, kolego, rosły lawinowo z roku na rok! Ostatecznie, przed wylotem do Hong-Kongu, Lee posiadał 3 szkoły - cóż, można mówić o małej sieci
- a przychody były horrendalne. Jak sam mówił, brał 500 $ za godzinę, a ludzie walili drzwiami i oknami. Teraz pomyśl, ile więcej płacili za prywatne lekcje tak bogaci gwiazdorzy jak James Coburn, Steve McQeen, czy Roman Polański. Poza tym kariera filmowa w Hong-Kongu wrzuciła Lee do worka z wielką kasą i gdyby nie śmierć, to możemy tylko domyślać się jego fortuny gromadzonej po dziś dzień.
- a przychody były horrendalne. Jak sam mówił, brał 500 $ za godzinę, a ludzie walili drzwiami i oknami. Teraz pomyśl, ile więcej płacili za prywatne lekcje tak bogaci gwiazdorzy jak James Coburn, Steve McQeen, czy Roman Polański. Poza tym kariera filmowa w Hong-Kongu wrzuciła Lee do worka z wielką kasą i gdyby nie śmierć, to możemy tylko domyślać się jego fortuny gromadzonej po dziś dzień.To, czym jesteś dzisiaj, jest wynikiem twoich wczorajszych myśli.
Bruce Lee
:-%
pozdrawiam



