Cześć.
miałem wczoraj taką chorą akcje..
szedłem sobie z kolegą (i jego dziewczyną) ok 1 w nocy przez osiedle (wszyscy mamy po 20 lat) i na wprost nas wyszło 9 chłopaków.. takich typowych co to są tylko w kupie silni (po ok 18 lat) i jak obok nich przechodziliśmy to jeden z nich podciął mojego kolegę a że był ślisko to ten sie wywrócił (do tego dochodzi z 8 piw) no i ja tam im mówiłem żeby sie odczepili od niego bo jest z dziewczyną wiec go zostawili, za to jeden przyczepił sie do mnie tłumacząc tym że ja nie jestem z dziewczyną..
powiedziałem mu że nie jestem ale i tak za nim stoi 8 koleżków którzy byli gotowi mnie zbutować jakbym sie tylko zaczął bronić (jestem tego pewien bo widziałem że jak tamten do mnie podszedł to reszta też podeszłą)
no i o tyle o ile zachowałem zimną krew i rozsądek (z herkulesa dupa kiedy przeciwników kupa) to dostałem w gębę :) (miałem kaptur dość duży i nie widziałem nawet jego ręki)
zamroczyło mnie leciutko (bo też byłem po 6piwach) ale sie nie wywróciłem.. uznałem że nie ma sensu sie bić więc odciągnąłem swojego kolegę i odeszliśmy (tamci też odeszli)
i teraz dylemat. bo wiem co to za koleś który mnie uderzył i sadzę że dałbym sobie z nim rade tylko kwestia jest tego typu..
czy łapać go jak będzie sam i wyzywać go na solówkę i zlać mu gębę czy lepiej nie prowokować dresów którzy mogliby mnie później za każdym razem butować w grupie.. ? jak sądzicie ? bronić męskiej dumy czy lepiej być rozsądnym i przez wzgląd na to że nic mi sie nie stało (trochę tylko boli mnie lewa część twarzy ale śladu jako takiego nie ma) dać sobie spokój (gdyż często chodzę przez ich osiedle)
miałem wczoraj taką chorą akcje..
szedłem sobie z kolegą (i jego dziewczyną) ok 1 w nocy przez osiedle (wszyscy mamy po 20 lat) i na wprost nas wyszło 9 chłopaków.. takich typowych co to są tylko w kupie silni (po ok 18 lat) i jak obok nich przechodziliśmy to jeden z nich podciął mojego kolegę a że był ślisko to ten sie wywrócił (do tego dochodzi z 8 piw) no i ja tam im mówiłem żeby sie odczepili od niego bo jest z dziewczyną wiec go zostawili, za to jeden przyczepił sie do mnie tłumacząc tym że ja nie jestem z dziewczyną..
powiedziałem mu że nie jestem ale i tak za nim stoi 8 koleżków którzy byli gotowi mnie zbutować jakbym sie tylko zaczął bronić (jestem tego pewien bo widziałem że jak tamten do mnie podszedł to reszta też podeszłą)
no i o tyle o ile zachowałem zimną krew i rozsądek (z herkulesa dupa kiedy przeciwników kupa) to dostałem w gębę :) (miałem kaptur dość duży i nie widziałem nawet jego ręki)
zamroczyło mnie leciutko (bo też byłem po 6piwach) ale sie nie wywróciłem.. uznałem że nie ma sensu sie bić więc odciągnąłem swojego kolegę i odeszliśmy (tamci też odeszli)
i teraz dylemat. bo wiem co to za koleś który mnie uderzył i sadzę że dałbym sobie z nim rade tylko kwestia jest tego typu..
czy łapać go jak będzie sam i wyzywać go na solówkę i zlać mu gębę czy lepiej nie prowokować dresów którzy mogliby mnie później za każdym razem butować w grupie.. ? jak sądzicie ? bronić męskiej dumy czy lepiej być rozsądnym i przez wzgląd na to że nic mi sie nie stało (trochę tylko boli mnie lewa część twarzy ale śladu jako takiego nie ma) dać sobie spokój (gdyż często chodzę przez ich osiedle)
..::Dwa Koła... Jedna Pasja::..
..::Two Wheels... One Passion::..
Krzysztof Piekarz
