Co mają ciosy w głowę na MT/ boksie do utwardzania piszczeli czy innych częsci ciała? Na boksie / MT nie uczy się przyjmowania ciosów na łeb (chociaż co niektózy "tradycyjni" wręcz uwielbiają szerzyć takie mity), ale skutecznej obrony przed nimi. W walkach zadaniowych czy nawet sparingach, jeśli są prawidłowo prowadzone, ryzyko kontuzji głowy jest minimalne. Na zawodach amatorskich stosuje się ponadto kaski. Problem uderzeń w głowę tak naprawdę zaczyna się od poziomu zawodowego, ewentualnie zaawansowanego sportu amatorskiego.
Tymczasem w wielu sekcjach karate
utwardzanie piszczeli i nie tylko, to jest normalna, nagminna praktyka treningowa, która obejmuje WSZYSTKICH trenujących, niezależnie, czy trenują rekreacyjnie, czy wyczynowo. Spustoszenie w zdrowiu oczywiście jest większe u tych, któzy trenowali intensywniej, ale pozostałym też długotrwałe utwardzanie na zdrowie raczej nie wychodzi. Znam parę osób z kyoka, w tym utytułowanych zawodników, którzy po kilku - kilkunastu latach mają wręcz problemy z chodzeniem.
Dla mnie utwardzanie było zawsze głupotą, bo najwrażliwszych części ciała i tak się uodpornić nie da, a lepiej jest mieć wyrobiony nawyk unikania ciosów niż ich przyjmowania. Piszczele nawiasem mówiąc po paru latach karate miałam tak samo wrażliwe, jak i przedtem, tylko, że z powylewaną od utwardzania okostną, przemiła sprawa. Postępy zobaczyłam dopiero po jakimś czasie treningów MT, gdzie używa się własnie twardego worka i normalnych cwiczeń wzmacniających mięśnie. Jest to nie tylko skuteczne, ale i bezpieczne. Ale oczywiście jak ktoś woli sobie masakrować kości w imię nie do końca zrozumiałej ideologii, to oczywiście wolny wybór
Zmieniony przez - searme w dniu 2006-12-02 16:14:02