Są takie historie, które trudno opisać inaczej niż z uśmiechem. Toshisuke Kanazawa, japoński kulturysta z niemal siedmioma dekadami doświadczenia w sporcie, właśnie wygrał kategorię 85+ podczas zawodów weteranów w Hiroszimie. Najpiękniejszy szczegół? Dzień wcześniej skończył 90 lat.
Na scenie rywalizowało około 200 zawodników w wieku od 41 do 90 lat, podzielonych na 13 kategorii. Kanazawa mierzył się z sześcioma rywalami w najstarszej grupie wiekowej i to właśnie on usłyszał swoje nazwisko jako zwycięzca. Publiczność zareagowała owacją, a trudno się dziwić - to nie był tylko kolejny wynik w tabeli. To był obraz pasji, która nie zna daty ważności.
Urodził się przed wojną, nadal wychodzi na scenę
Kanazawa urodził się w sierpniu 1936 roku. Dla perspektywy: gdy zaczynała się II wojna światowa w Europie, był małym dzieckiem. Gdy Arnold Schwarzenegger miał 11 lat, Kanazawa miał już za sobą pierwsze poważne starty w Japonii. Jego droga do kulturystyki zaczęła się od pływania. W młodości startował na dystansie 1500 metrów, a trening siłowy miał być początkowo tylko dodatkiem. Szybko jednak stał się czymś więcej. Kanazawa zajął trzecie miejsce na Mr. Japan w 1958 roku, drugie w 1959, a w 1960 zdobył tytuł mistrza. Drugi raz wygrał Mr. Japan w 1963 roku, a później próbował sił także na arenie międzynarodowej.
Powrót po pięćdziesiątce i cel, który właśnie spełnił
Kanazawa na pewien czas odszedł od rywalizacji, ale nie od sportu. Do poważniejszych treningów wrócił około 50. roku życia. Wcześniej tłumaczył, że jedną z motywacji była choroba żony - chciał pracować nad sobą i jednocześnie pokazać jej, że ciało oraz duch mogą pozostać silne mimo upływu lat. To nie był jednorazowy powrót dla symbolicznego zdjęcia. Kanazawa trenował dalej, startował dalej i przesuwał granicę tego, co wielu ludzi uważa za niemożliwe. W wieku 86 lat wystąpił nawet na mistrzostwach świata IFBB w Hiszpanii, rywalizując w kategorii Masters 60+, czyli z zawodnikami młodszymi od siebie o całe dekady.
Najlepsza forma to ta, która trwa
Kanazawa mówił wcześniej, że chce startować do 90. roku życia. Teraz nie tylko dotrzymał tej obietnicy, ale zrobił to w najlepszym możliwym stylu - wygrywając. A po zawodach wcale nie zasugerował, że to pożegnanie. Wręcz przeciwnie, nadal myśli o rekordach i kolejnych wyzwaniach. W świecie fitness często mówi się o długowieczności, regeneracji i aktywnym starzeniu. Toshisuke Kanazawa nie potrzebuje do tego wielkich haseł. On po prostu wychodzi na scenę, pozuje, uśmiecha się i pokazuje, że trening może być czymś więcej niż walką o wygląd.
To historia o mięśniach, ale jeszcze bardziej o charakterze. O tym, że pasja może przetrwać dekady, ciało może być wdzięczne za konsekwencję, a 90. urodziny można świętować nie tylko tortem, ale też zwycięstwem na scenie.