No czesć :)
Ten Twój post w samą porę, cora...
Ja już sie miałam zastrzelić z powodu apetytu, który mnie ogarnął ostatnimi czasy... Teraz wiem, że "to normalne po hibernacji"... to znaczy po tym jak ruszyłam tyłek i zaiwaniam do fitness klubu poćwiczyć.
Ale wlasciwie to trochę mam pietra co z tego wszystkiego wyniknie, bo przyznam, że apetyt mam głównie na węglowodany. To znaczy zajadam surówki, filety rybne i kurze, jajka, tuńczyka i ciągle czuję lekki głodek. Wystarczy że zjem bułę, makaron - głód odchodzi jak ręka odjął.
Co do własnego odżywiania to nadal mam problemy - "old habits die hard" nieprawdaż? Lata chorych diet zrobiły swoje. W każdym razie wdrażanie treningu przychodzi mi łatwiej, niż modyfikacja diety...
No a jeślibym zauwazyła, że jednak "
tyję na diecie" (mam na myśli to że przybywa fatu, a nie to co mi tam waga mruga), to lepiej zmniejszyć nieco kalorie w żarciu, czy zwiększyć ilość ćwiczeń?
pzdr
jazz_dance