Wczoraj była
fajna fotka filonka w Super Expresie a dziś w Wyborczej jeszcze trochę info na temat sprawy.Filon robi coraz większą karierę w mediach:
Małgorzata Bujara 03-01-2005 , ostatnia aktualizacja 03-01-2005 19:42
Rzeszowska prokuratura bada, czy kulturyści z całego kraju zażywali groźne sterydy. I - co ważne - czy pomagał im w tym trener
Na biurku prokuratora Jerzego Bułasia leży opasła teczka, w której kryją się protokoły z przesłuchań kulturystów, zeznania Pawła Filleborna, prezesa Polskiego Związku Kulturystyki, Fitness i Trójboju Siłowego, i doniesienie, które dotyczy zażywania przez polskich kulturystów nielegalnych środków dopingowych.
Prokuraturę zawiadomił o tym Stanisław Jedliński, prezes firmy Sportatut spod Dębicy, która produkuje odżywki dla sportowców. Firma jednocześnie jest sponsorem dwóch kulturystów i stąd mogła wiedzieć o tych niecnych praktykach. - Z doniesienia wynika, że pan Filleborn miał nakłaniać sportowców do brania sterydów - informuje prokurator Bułaś z Prokuratury Rejonowej w Rzeszowie.
Ale prokuratura nie postawiła dotąd prezesowi żadnych zarzutów. Przesłuchała go w charakterze świadka. Przesłuchanych zostało dotąd siedmiu sportowców, a kolejnych kilkunastu ma złożyć zeznania wkrótce. - Potem zlecimy wydanie opinii biegłemu, który oceni, czy środki zażywane przez kulturystów i ich dawki zagrażały ich zdrowiu i życiu - mówi prokurator i dodaje: - Zażądamy też dokumentacji ze szpitala w Warszawie, do którego trafił jeden z zawodników. Zeznał, że po zażyciu tych medykamentów dostał zapaści.
Tym zawodnikiem jest Piotr Głuchowski. Opowiada "Gazecie": - Zasłabłem, odprowadzając dziecko do żłobka. Trafiłem do szpitala. Było to w 1998 roku. Wtedy pan trener Filleborn powiedział mi, jakie środki zażywać. Musiałem mu zapłacić za to tysiąc dolarów. Trener tłumaczył, że nabył wiedzę na ten temat w USA, a pieniądze mają mu zwrócić koszt uzyskiwania tych informacji.
Głuchowski twierdzi, że zażywał hormon wzrostu i insulinę, a trener Filleborn miał mu tłumaczyć, że to środki zupełnie nieszkodliwe.
Z zeznań sportowców wynika, że Filleborn, który był także trenerem polskiej reprezentacji, zalecał im zażywanie niedozwolonych środków. Sam miał im dawać tzw. programy żywieniowe, w których odręcznie spisane były nazwy, dawki i częstotliwość zażywania sterydów. Zawodnicy zeznali także, że płacili za te rozpiski trenerowi po tysiąc dolarów. W prokuratorskich aktach jest jeden taki program żywieniowy. Zajmuje dwie strony papieru.
Sam prezes Filleborn wszystkiemu zaprzecza. - Nikomu nie wręczałem programów, od nikogo nie brałem za to pieniędzy - mówi "Gazecie". Uważa, że prezes Sportatut próbuje swoimi oskarżeniami zdyskredytować związek.
Ale prokuratura bada w tym samym postępowaniu jeszcze inny wątek. Otóż prezes Jedliński twierdzi, że Filleborn zażądał od niego 30 tys. zł łapówki. - W zamian za otrzymanie tych pieniędzy prezes związku miał się zobowiązać do skrócenia kary dla jednego z zawodników, którego sponsorem był Sportatut - relacjonuje prokurator Bułaś.
Jedliński pieniędzy nie dał. Prokuratura najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu zdecyduje, czy w tym wątku postawić Fillebornowi zarzuty. Prezes zaprzecza tym oskarżeniom. Tłumaczy, że sam nie miał i nie ma żadnego wpływu na zmienianie kar zawodnikom.
Stanisław Jedliński, prezes Sportatut: - O tym, że prezes Filleborn nakłania zawodników do zażywania niedozwolonych środków, dowiedziałem się w 2002 roku. Wtedy jeden z zawodników został za to zdyskwalifikowany. Przez wiele miesięcy interweniowałem w tej sprawie, korespondowałem m.in. z Polską Konfederacją Sportu. Gdy przekonałem się, że to walka z wiatrakami, postanowiłem, w ubiegłym roku, powiadomić prokuraturę.