Trener Wiesław Błach nie może uwierzyć i pogodzić się z niepowodzeniem Roberta Krawczyka (81 kg) w turnieju judo w igrzyskach w Atenach. Jego podopiecznego dzieliło kilka sekund od finału olimpijskiego. Ostatecznie Krawczyk zajął piąte miejsce.
Porażka z Ukraińcem Romanem Gontiukiem jeszcze długo będzie się śniła po nocach Krawczykowi. Będzie wracała jak koszmar, zły duch, od którego nie da się opędzić. Niespełna trzy sekundy przed końcem walki rywal wykorzystał błąd Polaka i wygrał przez ippon. Do tego feralnego momentu prowadził judoka Czarnych Bytom.
"Nie mogę uwierzyć i pogodzić się z tym, co się stało. Sytuacja przez prawie pięć minut była pod kontrolą. Robert prowadził, 'należało' mu się zwycięstwo. Nic nie wskazywało na takie zakończenie. Trudno powiedzieć, dlaczego tak zareagował. Wszystko miało wpływ na taki obrót sprawy - zmęczenie, emocje, przypadek" - powiedział trener Błach.
Krawczyk nie miał ochoty na rozmowę z dziennikarzami. Trudno mu się dziwić. Stracił być może jedyną szansę zdobycia tytułu mistrza olimpijskiego. Pretensje może mieć tylko do siebie. Po bardzo dobrych występach w eliminacjach serii, w której odniósł trzy zwycięstwa przed czasem, przyszła chwila nieuwagi, dekoncentracji. Ten ułamek sekundy wystarczył, aby zniweczyć dorobek lat pracy na treningach.
Do pojedynku o brązowy medal z Brazylijczykiem Flavio Canto Krawczyk wyszedł rozbity, bez wiary, że jest w stanie coś jeszcze osiągnąć. "Trudno się zmobilizować po takiej porażce. Nie tylko psychicznie, ale i fizycznie był zmęczony. Miał zaledwie 15 minut przerwy i znów musiał walczyć. Brazylijczyk miał trochę więcej czasu na odpoczynek, bo przegrał przed czasem" - podkreślił Błach.
Polscy kibice rozpaczali, zaś triumfowali - Greccy. Ich nowy bohater nazywa się Ilias Iliadis. Za osiem dni skończy 20 lat. Urodził się w... Gruzji. Jego ojciec - Nikos Iliadis - jest trenerem greckiego zespołu judoków. W finale junior rodu bez większych problemów wygrał z Gontiukiem. "Turniej obfitował w niespodzianki, odpadali medaliści olimpijscy, wcześnie pożegnał się mistrz świata, Niemiec Florian Wanner" - dodał Błach.
W hali Ano Liossia działała klimatyzacja, ale po końcowym zwycięstwie Iliadesa można było mieć co do tego wątpliwości. Kilka tysięcy osób oszalało ze szczęścia. Euforia była nie mniejsza niż po triumfie greckich piłkarzy w finale mistrzostw Europy. Wiwatom i okrzykom radości nie było końca. Grecy znów udowodnili, że potrafią się cieszyć z sukcesów. A rano pierwsze strony gazet zapełnią zdjęcia uśmiechniętego Iliadesa. Tylko dzięki zwycięstwom i kolejnym medalom greccy fani mogą chociaż na pewien czas zapomnieć o kłopotach ich ulubieńca z bieżni - Kostasa Kenterisa.
http://www.ateny.wp.pl