Witam wszystkich, potrzebuję porady. Od kilku miesięcy zmagam się z powracającym problemem z odcinkiem szyjnym.
Po raz pierwszy problem pojawił się w grudniu 2024 — po 3 dniach kręczu szyi pojechałem na sparingi. W trakcie drugiej rundy nagle poczułem silny, paraliżujący ból — nie byłem w stanie ruszyć głową. Trafiłem na SOR, zrobiono prześwietlenie, nic nie wykazało. Lekarz zalecił 3 tygodnie przerwy.
Po Nowym Roku wróciłem do treningów — boks, sparingi, wszystko działało. Niestety 1 kwietnia 2025 problem wrócił: podczas uderzenia w worek, przy prawym ciosie, poczułem nagły, bardzo silny ból w szyi — znowu nie mogłem się ruszyć, ból nie do opisania. Odpuściłem wszystko na 23 dni.
Po tym czasie wróciłem, ale na jednym z treningów klatki znów coś mi "strzeliło" w szyi. Od tego momentu mocno ograniczyłem ćwiczenia siłowe, ale kontynuowałem boks i bieganie — z dużą ostrożnością.
Od dwóch tygodni wróciłem do cięższego treningu: codziennie mocne sesje na worku (duży worek, zawieszony na długich łańcuchach, więc trochę amortyzuje, wczesniej łańcuchy były skrócone ). Szyja nie boli podczas ciosów, tarcze mocne też robiłem i nie bolało podczas tego, ale cały czas mam lekkie uczucie jakby coś „tam siedziało”. Przy maksymalnym skłonie głowy w dół pojawia się lekki ból.
Miałem jeden lekki sparing tydzień temu (na ok. 30–40% intensywności) — bez bólu. Realnych sparingów jeszcze nie robiłem.
Za 9 dni mam ważny turniej i nie wiem, czy ryzykować. Z jednej strony czuję się coraz lepiej, trenuję mocno i nic się nie dzieje. Z drugiej strony mam świadomość, że jeśli ból wróci podczas walki, może być naprawdę źle.
Czy ktoś miał podobny problem? Jak postąpilibyście na moim miejscu — jechać i zaryzykować, czy odpuścić i wyleczyć się na 100%?
Z góry dziękuję za pomoc.
Po raz pierwszy problem pojawił się w grudniu 2024 — po 3 dniach kręczu szyi pojechałem na sparingi. W trakcie drugiej rundy nagle poczułem silny, paraliżujący ból — nie byłem w stanie ruszyć głową. Trafiłem na SOR, zrobiono prześwietlenie, nic nie wykazało. Lekarz zalecił 3 tygodnie przerwy.
Po Nowym Roku wróciłem do treningów — boks, sparingi, wszystko działało. Niestety 1 kwietnia 2025 problem wrócił: podczas uderzenia w worek, przy prawym ciosie, poczułem nagły, bardzo silny ból w szyi — znowu nie mogłem się ruszyć, ból nie do opisania. Odpuściłem wszystko na 23 dni.
Po tym czasie wróciłem, ale na jednym z treningów klatki znów coś mi "strzeliło" w szyi. Od tego momentu mocno ograniczyłem ćwiczenia siłowe, ale kontynuowałem boks i bieganie — z dużą ostrożnością.
Od dwóch tygodni wróciłem do cięższego treningu: codziennie mocne sesje na worku (duży worek, zawieszony na długich łańcuchach, więc trochę amortyzuje, wczesniej łańcuchy były skrócone ). Szyja nie boli podczas ciosów, tarcze mocne też robiłem i nie bolało podczas tego, ale cały czas mam lekkie uczucie jakby coś „tam siedziało”. Przy maksymalnym skłonie głowy w dół pojawia się lekki ból.
Miałem jeden lekki sparing tydzień temu (na ok. 30–40% intensywności) — bez bólu. Realnych sparingów jeszcze nie robiłem.
Za 9 dni mam ważny turniej i nie wiem, czy ryzykować. Z jednej strony czuję się coraz lepiej, trenuję mocno i nic się nie dzieje. Z drugiej strony mam świadomość, że jeśli ból wróci podczas walki, może być naprawdę źle.
Czy ktoś miał podobny problem? Jak postąpilibyście na moim miejscu — jechać i zaryzykować, czy odpuścić i wyleczyć się na 100%?
Z góry dziękuję za pomoc.
Krzysztof Piekarz