Dobry wieczór :)
Przepraszam jeśli taki wątek już gdzieś był, przeszukałam forum i nie znalazłam odpowiedzi na moje rozterki.
Mam 32 lata, 1,55m wzrostu i ważę na ten moment prawie 66 kg. Jestem w pełni świadoma mojej nadwagi i od miesiąca robię z tym porządek. Nadwaga wzięła się głównie z zaburzeń odżywiania, ale prężnie działam w tej sferze z psychologiem, więc jestem dobrej myśli. Menu układam sobie sama na podstawie tego, żeby było jak najmniej przetworzone i żeby mi smakowało plus oczywiście dużo czytam o odżywianiu i korzystam z działu Kuchnia na tym forum. Według kalkulatorów wyszło mi, że spożywając 1500 kcal będę miała zapewnioną bezpieczną redukcję. Pomimo tego, że wydaje mi się to bardzo małą wartością to nie chodzę głodna, bo posiłki są dla mnie bardzo objętościowe. Nie wiem na ile jest tak faktycznie, a na ile to złudzenie przez sam fakt, że w końcu jem normalnie. No i tu pojawia się moja wątpliwość. Trochę wybiegam w przyszłość oczywiście, ale realnie się tym martwię co będzie jak sporo schudnę? Mniejsza masa = mniejsze zapotrzebowanie. Czy to oznacza, że za te naście miesięcy jak skończę typowe odchudzanie to, żeby nie przytyć będę musiała jeść np. 1000 kcal? Już 1500 wydaje mi się mało i niepokoi mnie wizja, że jeszcze będę musiała to ucinać radykalnie, żeby znów nie przytyć do takiego poziomu jak aktualnie.
1500 wydaje mi się odpowiednio dobrane, ponieważ przez miesiąc schudłam 2,2 kg i w pełni mnie to tempo zadowala. Faktem jest, że moim głównym celem jest ustabilizowanie jedzenia, a zrzucanie nadwagi to taki miły dodatek :)
Z góry dziękuję za odpowiedź i przepraszam za lekki chaos w wypowiedzi, ale trochę się stresuję otwierając się na ten temat w ogóle.
Przepraszam jeśli taki wątek już gdzieś był, przeszukałam forum i nie znalazłam odpowiedzi na moje rozterki.
Mam 32 lata, 1,55m wzrostu i ważę na ten moment prawie 66 kg. Jestem w pełni świadoma mojej nadwagi i od miesiąca robię z tym porządek. Nadwaga wzięła się głównie z zaburzeń odżywiania, ale prężnie działam w tej sferze z psychologiem, więc jestem dobrej myśli. Menu układam sobie sama na podstawie tego, żeby było jak najmniej przetworzone i żeby mi smakowało plus oczywiście dużo czytam o odżywianiu i korzystam z działu Kuchnia na tym forum. Według kalkulatorów wyszło mi, że spożywając 1500 kcal będę miała zapewnioną bezpieczną redukcję. Pomimo tego, że wydaje mi się to bardzo małą wartością to nie chodzę głodna, bo posiłki są dla mnie bardzo objętościowe. Nie wiem na ile jest tak faktycznie, a na ile to złudzenie przez sam fakt, że w końcu jem normalnie. No i tu pojawia się moja wątpliwość. Trochę wybiegam w przyszłość oczywiście, ale realnie się tym martwię co będzie jak sporo schudnę? Mniejsza masa = mniejsze zapotrzebowanie. Czy to oznacza, że za te naście miesięcy jak skończę typowe odchudzanie to, żeby nie przytyć będę musiała jeść np. 1000 kcal? Już 1500 wydaje mi się mało i niepokoi mnie wizja, że jeszcze będę musiała to ucinać radykalnie, żeby znów nie przytyć do takiego poziomu jak aktualnie.
1500 wydaje mi się odpowiednio dobrane, ponieważ przez miesiąc schudłam 2,2 kg i w pełni mnie to tempo zadowala. Faktem jest, że moim głównym celem jest ustabilizowanie jedzenia, a zrzucanie nadwagi to taki miły dodatek :)
Z góry dziękuję za odpowiedź i przepraszam za lekki chaos w wypowiedzi, ale trochę się stresuję otwierając się na ten temat w ogóle.
Krzysztof Piekarz