Od zawsze praktycznie byłem tym "grubszym dzieckiem". Nigdy nie dbałem o swoją wagę, jadłem to co popadnie - oczywiście do syta. Słodycze właściwie nie odstępowały mnie na krok od wielu, wielu lat. Tak wylądowałem z wagą 97kg w wieku 15 lat. Postanowiłem w końcu działać. Niestety, początki z obecnego punktu widzenia były fatalne. Nie liczyłem kalorii, kierowałem się popularną zasadą Mniej Żreć. Coś tam schodziło. W międzyczasie ćwiczyłem prostą kalistenikę z aplikacji 30dni fit. Było ciężko, ale jakoś do szło do przodu. Z czasem nabyłem wiedzy, zacząłem liczyć kalorie. Popełniłem wiele błędów - ustaliłem sobie zbyt niskie zapotrzebowanie. Jadłem 1400kcal przez jakiś czas. Dopiero później zrozumiałem, że muszę jeść więcej. Stopniowo podnosiłem aby osiągnąć ustalony limit 2300 kcal, na którym teraz powoli redukuję. Był przestój z ćwiczeniami, ale na początku lutego zacząłem poważniej myśleć o siłowni. Wykupiłem karnet do pobliskiego klubu i powoli tam ćwiczę - parę wizyt mam już za sobą.
Rozpisałem się trochę...
Dieta to obecnie 2300 kcal, 180b 80t reszta węgle. Obliczam wszystko wagą i aplikacją Fitatu, bardzo pomocna rzecz. Staram się jeść śniadania, posiłki bilansuję pod względem wszystkich makroskładników. Staram się również dobrze wysypiać - minimum 7 godz. snu.
Obecne moje ćwiczenia to:
-Martwy ciąg 3x12
-Przysiad ze sztangą 3x12
-Wyciskanie sztangi na ławce poziomej 12 10 8
-Wiosłowanie 3x12
do tego robię negatywy - parę serii po 3 negatywy.
Przed ćwiczeniami rozgrzewka 10 min. na orbitreku i lekkie rozciąganie. Obecnie ćwiczę co drugi dzień, staram się więcej ruszać, wszędzie chodzę pieszo. Gdy zrobi się cieplej z pewnością w obroty ruszy rower.
Moja sylwetka zmieniła się znacznie. Z okrągłego stałem się takim "normalnym facetem". Jednak mi to dalej nie odpowiada. Od zawsze mam tzw. "męskie cycki", których piekielnie się wstydzę, to mój największy problem. Z pewnością nie jest to ginekomastia. To po prostu zwykły tłuszcz, który za cholerę nie chce schodzić. Do tego na brzuchu i plecach dalej fałdka jest, a uda są moim zdaniem zbyt masywne. Chociaż i tak jest o niebo lepiej niż przed tą przemianą.
Chciałbym zejść do ok. 12-13% bf. Zawsze chciałem coś takiego osiągnąć. Można powiedzieć, że to moje jedyne marzenie - już siebie nie wstydzić. Z góry dziękuję za wszystkie rady.
Pozdrawiam! :)
Rozpisałem się trochę...
Dieta to obecnie 2300 kcal, 180b 80t reszta węgle. Obliczam wszystko wagą i aplikacją Fitatu, bardzo pomocna rzecz. Staram się jeść śniadania, posiłki bilansuję pod względem wszystkich makroskładników. Staram się również dobrze wysypiać - minimum 7 godz. snu.
Obecne moje ćwiczenia to:
-Martwy ciąg 3x12
-Przysiad ze sztangą 3x12
-Wyciskanie sztangi na ławce poziomej 12 10 8
-Wiosłowanie 3x12
do tego robię negatywy - parę serii po 3 negatywy.
Przed ćwiczeniami rozgrzewka 10 min. na orbitreku i lekkie rozciąganie. Obecnie ćwiczę co drugi dzień, staram się więcej ruszać, wszędzie chodzę pieszo. Gdy zrobi się cieplej z pewnością w obroty ruszy rower.
Moja sylwetka zmieniła się znacznie. Z okrągłego stałem się takim "normalnym facetem". Jednak mi to dalej nie odpowiada. Od zawsze mam tzw. "męskie cycki", których piekielnie się wstydzę, to mój największy problem. Z pewnością nie jest to ginekomastia. To po prostu zwykły tłuszcz, który za cholerę nie chce schodzić. Do tego na brzuchu i plecach dalej fałdka jest, a uda są moim zdaniem zbyt masywne. Chociaż i tak jest o niebo lepiej niż przed tą przemianą.
Chciałbym zejść do ok. 12-13% bf. Zawsze chciałem coś takiego osiągnąć. Można powiedzieć, że to moje jedyne marzenie - już siebie nie wstydzić. Z góry dziękuję za wszystkie rady.
Pozdrawiam! :)
Krzysztof Piekarz
tylko jeżlei ta