Przodopochylenie miednicy, w efekcie pogłębiona lordoza lędźwiowa i kompensacja w postaci pogłębionej kifozy piersiowej. Prawdopodobnie spięty prostownik i kaptury, słabe mięśnie między łopatkami, pewnie nieaktywny poprzeczny brzucha. Krótko mówiąc - klasyka gatunku - większość z nas tak wygląda lub wyglądała, uroki siedzącego trybu życia.
Ćwicząc na siłowni bez ćwiczeń rehabilitacyjnych doprowadzisz do dalszego spięcia prostownika i kaptura, wyhodujesz przykurcze przedniego aktonu barku i mięśni klatki, zaburzysz stabilizację centralną, bo prosty brzucha coraz mocniej będzie przejmował funkcję poprzecznego. W efekcie prawdopodobnie za 1-2 lata założysz jeden z tematów pojawiających się codziennie na forach - "ból dolnego odcinka pleców przy MC", "wszystko rośnie tylko nie klatka", "
brak progresu w podciąganiu".
Czy tak musi być? Oczywiście nie. Masz dwie opcje:
1 (zalecane). Szukasz fizjoterapeuty specjalizującego się w crossfitowcach, trójboistach, dwuboistach, idziesz na 1 wizytę, on Cię ogląda, przepisuje ćwiczenia rehabilitacyjne, które dodajesz do treningu siłowego, po kilku miesiącach idziesz na kontrolę, dostajesz rehab dostosowany do nowej sytuacji itd. Z czasem wyzdrowiejesz (wada postawy to choroba).
2. Poświęcasz masę czasu na grzebanie w internecie, doszkalanie się, czytanie mądrych rzeczy i bierzesz się za temat samodzielnie. Wymagany łeb na karku i umiejętność oddzielenia "mądrości" od prawdziwej wiedzy. Pocieszę Cię, że po polsku wiele sensownego info nie znajdziesz. Na 99% zejdzie Ci dużo dłużej niż przy opcji 1, bo uczysz się na błędach. I eksperymentujesz na własnym organizmie.
Tak czy inaczej wystrzegaj się ortopedów, rtg, rmi, zabiegów z laserami i innymi nowoczesnymi technologiami. Najskuteczniejsza jest terapia manualna (np. samodzielnie na rolerze), niestety ona boli (jak są przykurcze to wręcz nap*****la) i w modnym, zachodnim świecie ludzie wolą przyjemne prądy, lasery, lampy i inne placebo.