Hmmm ... nie pamietam wszystkich wynikow ... a caly protokol z zawodow jest chyba u trenera - takze najwczesniej bede mial go we wtorek ... poki co opisze jak to wszystko wygladalo z perspektywy mojego startu.
Co do gryfow - to ja rowniez zwykle nie cwicze na typowo trojbojowym, ale ten ktorego uzywam jest przynajmniej pozadnie ponacinany ... na hali HKS - gdzie odbywaly sie zawody - tylko jeden gryf nadawal sie do trojboju ale organizator zezwolil na uzywanie go jedynie do wyciskania - takze siady i ciagi robilismy na praktycznie gladkich gryfach ...
... o tym jak zdradziecki moze okazac sie taki gryf przekonalem sie juz na rozgrzewce, gdzie podczas przysiadu, 160kg zsunelo (zsunelo nie stoczylo) mi sie po plecach, mocno nadwyrezajac stawy barkowe i lokciowe, tak, ze wstawalem ze sporym bolem ... druga sprawa, to czas jaki dawano nam na rogrzewke. Zawody rozpoczely sie po godzinie 16 - na wstepie zapowiedziano nam, ze powinnismy zdarzyc przeprowadzic cale zawody do godziny 20! - bo tak jest wynajeta sala - "szkoda" tylko, ze ilosc startujacych osob byla tak spora, ze calosc wag podzielono na 3 osobno startujace podgrupy - wszystko odbywalo sie wiec w pospiechu. Rozgrzewke zakonczylem wiec na ciezarze 225kg a nie jak pierwotnie planowalem na okolo 250kg - na skutek tego (+ incydent z gryfem) jako pierwszy boj podalem 260kg (pierwotnie planowalem 270kg). Po zaliczeniu pierwszego podejscia - jako kolejny ciezar podalem 275kg (mial to byc ciezar przejsciowy do ostatecznego 290kg co bylo w poczatkowych planach). Ciezko jest opisac to co stalo sie w tej probie - to poprostu trzeba bylo zobaczyc na zywo (mam to na kamerze

) - w skrocie wygladalo to tak, jakby przyszedl pierwszy lepszy gosc z ulicy i poraz pierwszy w zyciu wszedl pod sztange wykonac przysiad. W momencie schodzenia w dol, sztanga zaczela mi sie zsuwac na glowe - musialem wiec czym predzej sie ratowac i przerzucic sztange przez glowe ... ucierpiala jedynie moja koszulka (rozdarla sie) i stopa kolegi asekurujacego z boku ... Trzecia proba przebiegla gladko - ale niestety z upragnionych 290kg nici

...
... Jezeli chodzi o wyciskanie - to tu akurat jakos zawsze zdarze sie porzadnie rozgrzac

... Ten boj jest moim przeklenstwem - podczas przygotowan do zawodow - kiedy zaczynam wchodzic na ciezary (glownie w siadach) - zawsze siadaja mi barki. Tak bylo i tym razem - od paru ladnych tygodni nie wykonalem zadnego porzadnego treningu wyciskania. O wyniku w tym boju nie bylo wiec mowy - 135kg w pierwszym, 140kg w drugim, trzecie odpuszczone ... jedyna rada na moja "przypadlosc" to zakup jakiejkolwiek koszulki do wyciskania i przeprowadzanie
treningow wyciskania w sprzecie - tak aby odciazyc barki.
Ostatni boj - ciag ... moj ulubiony ... ale niestety znow ten sam koszmar - gryf ... i pospiech ... juz 240kg wypadlo mi z reki na rozgrzewce ... ponadto musielismy prosic z Michalem Wandzikiem sedziego, aby zezwolil nam na oddanie jeszcze jednego rozgrzewkowgo podejcia na pomoscie (na sali treningowej 270kg nie bardzo miescilo sie na sztandze) ... 270kg rowniez - chwile po wyprostowaniu - ucieklo mi z reki ... ponadto doszedl jeszcze dyskomfort w postaci sliskiego podestu (tu pomogla coca-cola ktora polalem podeszwy butow) ... No i wreszcie pierwsze podejscie - oboje z Michalem zadysponowalismy ten sam ciezar 290kg - z racji wczesniejszych incydentow ze sliskim gryfem i pomostem bylo to moze nieco ryzykowne rozwiazanie ale zaden z nas nie dopuszczal chyba mysli aby zakonczyc ciagi bez 3-ki z przodu ... Pierwszy do 290kg podchodzilem ja - chyba z 4-ry razy ustawialem sie do startu (2 razy sie rozjechalem a za trzecim razem kiedy dotknalem goleniem gryfu sztanga odjechala do przodu) ... no i ... co tu duzo mowic ... chyba jedynie dzieki wspanialomyslnosci sedziow udalo mi sie to podejscie zaliczyc ... obiektywnie patrzac, ten boj powinienem miec spalony - z tego co pamietam - kiedy powoli prostowalem tulow reka zaczela mi sie otwierac - tak, ze ruch ciala byl ku gorze, ale sztanga obnizala swoj poziom ... Pozniej przyszla kolej na Michala ... Michal blyskawicznie sie wyprostowal (nic dziwnego - 320 na treningu szlo jak szmata) pozostalo jedynie odciagnac barki do tylu ... ale niestety - rece poscily ... boj spalony ... Do 2-go podejscia - szczerze mowiac - po tym co sie stalo, nie mialem ochoty wychodzic ale mimo wszystko postanowilem zmierzyc sie z 300kg - niestety - rece puscily mi blyskawicznie ... nie bylo wiec sensu wychodzic do 3-ciej proby ... 2-ga proba Michala na 290kg w ciagu skonczyla sie podobnie jak pierwsza ... w 3-ciej sytuacja nie ulegla zmianie - Michal Wandzik nie ukonczyl wiec zawodow a i u mnie pozostal wielki niedosyt ... Pocieszeniem dla Michala moga byc jego siady - wszystkie 3 proby, kolejno na 330kg, 350kg, i 360kg, wypadly identycznie ... szkoda tylko, ze w 3-ciej probie na 360kg (ktora wygladala jak dwie pierwsze) Michalowi spalono siad 2:1 (czyzby ingerencja osob trzech ?) ... Smiem twierdzic, ze Michal Wandzik dysponuje obecnie najmocniejszym siadem w Polsce ... Gdyby byl w stanie wykorzystac sprzet w podobnej mierze jak inni zawodnicy juz dawno przekroczylby 400kg.