Witam ;)
Zanim przejdę do sedna sprawy może opisze trochę moją sytuacje życiową, abyście lepiej zrozumieli moje kłopoty treningowe. Zacznę od tego że mam 20 lat i właśnie skończyłem technikum. W wieku 16 lat zacząłem coś tam nieśmiało próbować na siłce i w wieku 17 lat kupiłem sobie ławkę z obciążeniami i zacząłem koksić i przez dwa lata doyebałem się dosyć solidnie(174cm-90 kg z tym że mam budowę nie koksa tylko coś jak Fedor misiu taki). Potem zapisałem się na mma, z tym że mieszkam na zadupiu i na treningi jeżdżę ok 50 km. Wyjazd na trening to cały dzień w dupę bo wyjeżdżam po 16 a wracam przed 23 i dlategoż w czasie szkoły trenowałem tylko w piątki. Każdy taki wyjazd kosztuje mnie ok 20 zł, wiec treningi też mnie kosztują sporo, ale teraz do rzeczy. Trenuje już 13 miesięcy i tak od wczesnej wiosny zaczęło brakować mi chęci. Na początku treningów cały tydzień czekałem na ten piątek, codziennie przed snem analizowałem sparingi co robiłem źle co dobrze, techniki powtarzałem sobie, w szkole rysowałem sobie balaszki, kimury itp po zeszytach:P. I w pewnym momencie zauważyłem że przestałem spieszyć się na trening żeby być z 15 minut przed bo zawsze można kogoś poprosić o podpowiedź, czy pokazanie jakieś techniki, trener mówił że mam duży potencjał, że naturalnie mam dobre zapasy co w Polsce nie leży i że mimo tego że późno zacząłem mógłbym na poziomie ALMMA rządzić(mój trener z tego co wiem tylko jeszcze jednej osobie powiedział coś takiego, to nie jest tak że każdemu nowemu to mówi że chodził na treningi). Zacząłem być trochę znudzony już widywaniem tych samych ludzi, tymi dojazdami, tłuczeniem się w syfie pociągami itp, ale motywowałem się dalej i jeździłem. Na dwa miesiące przeniosłem się mt , fajne treningi, bardzo dobry trener, ale ludzie chyjowi, nie było z kim trenować, zresztą to nie to o co mi chodzi w sw i wróciłem na mma i teraz już baaardzo nie che mi się trenować. Samemu dojeżdżam na treningi i to uciążliwe jest bardzo i kosztowne. Pozatym nie mam takiej radości z treningu, dawniej cieszyłem się jak ksiądz z ofiary że na trening jadę, ciekawiło mnie co będzie dzisiaj itp, a teraz tego nie ma. Miałem przerwę miesiąc na matury ci wogule nie stęskniłem się za treningami. Pozatym postępy jakie robię są niezadawalające dla mnie. Jak pisałem wcześniej doyebałem się solidnie i mam krótkie ręce i nogi wiec w parterze jest mi ciężko się kulać , trójkąta nogami wogule nie zrobię np , dołujące to jest że ja trenuje rok, gościu trenuje 3 miesiące i mnie robi na sparingach. Co robić?!?!
Zanim przejdę do sedna sprawy może opisze trochę moją sytuacje życiową, abyście lepiej zrozumieli moje kłopoty treningowe. Zacznę od tego że mam 20 lat i właśnie skończyłem technikum. W wieku 16 lat zacząłem coś tam nieśmiało próbować na siłce i w wieku 17 lat kupiłem sobie ławkę z obciążeniami i zacząłem koksić i przez dwa lata doyebałem się dosyć solidnie(174cm-90 kg z tym że mam budowę nie koksa tylko coś jak Fedor misiu taki). Potem zapisałem się na mma, z tym że mieszkam na zadupiu i na treningi jeżdżę ok 50 km. Wyjazd na trening to cały dzień w dupę bo wyjeżdżam po 16 a wracam przed 23 i dlategoż w czasie szkoły trenowałem tylko w piątki. Każdy taki wyjazd kosztuje mnie ok 20 zł, wiec treningi też mnie kosztują sporo, ale teraz do rzeczy. Trenuje już 13 miesięcy i tak od wczesnej wiosny zaczęło brakować mi chęci. Na początku treningów cały tydzień czekałem na ten piątek, codziennie przed snem analizowałem sparingi co robiłem źle co dobrze, techniki powtarzałem sobie, w szkole rysowałem sobie balaszki, kimury itp po zeszytach:P. I w pewnym momencie zauważyłem że przestałem spieszyć się na trening żeby być z 15 minut przed bo zawsze można kogoś poprosić o podpowiedź, czy pokazanie jakieś techniki, trener mówił że mam duży potencjał, że naturalnie mam dobre zapasy co w Polsce nie leży i że mimo tego że późno zacząłem mógłbym na poziomie ALMMA rządzić(mój trener z tego co wiem tylko jeszcze jednej osobie powiedział coś takiego, to nie jest tak że każdemu nowemu to mówi że chodził na treningi). Zacząłem być trochę znudzony już widywaniem tych samych ludzi, tymi dojazdami, tłuczeniem się w syfie pociągami itp, ale motywowałem się dalej i jeździłem. Na dwa miesiące przeniosłem się mt , fajne treningi, bardzo dobry trener, ale ludzie chyjowi, nie było z kim trenować, zresztą to nie to o co mi chodzi w sw i wróciłem na mma i teraz już baaardzo nie che mi się trenować. Samemu dojeżdżam na treningi i to uciążliwe jest bardzo i kosztowne. Pozatym nie mam takiej radości z treningu, dawniej cieszyłem się jak ksiądz z ofiary że na trening jadę, ciekawiło mnie co będzie dzisiaj itp, a teraz tego nie ma. Miałem przerwę miesiąc na matury ci wogule nie stęskniłem się za treningami. Pozatym postępy jakie robię są niezadawalające dla mnie. Jak pisałem wcześniej doyebałem się solidnie i mam krótkie ręce i nogi wiec w parterze jest mi ciężko się kulać , trójkąta nogami wogule nie zrobię np , dołujące to jest że ja trenuje rok, gościu trenuje 3 miesiące i mnie robi na sparingach. Co robić?!?!
Krzysztof Piekarz