Między innymi mentalność ludzi jest chora. Nazwa XMA przybyła tu zza oceanu i określała już od dawna pewną dyscyplinę, która - jak rozumiem - skupia się na akrobatycznych elementach sztuk walki [pochodzących m.in. z taekwondo, capoeiry, wushu, czystej akrobatyki]. Zajawka jest przezaj**ista, bo - drodzy forumowicze - na filmach typu Undisputed 1-3 nie mamy fighterów wyciągniętych z klatki żywcem, tylko gości, którzy mocno czerpią z XMA w swoich choreografiach walk, by te były skuteczne. Czytając ten temat zauważyłem mocny atak na frazes 'sztuki walki' - ale to nie zależy od chłopaków reprezentujących w Polsce XMA, że sport ten nazywa się jak się nazywa, to raz. Dwa, wcale nie mówią, że przy pomocy XMA da się jakoś mega skutecznie walczyć, chociaż pewnie większość z nich kopie 100 razy techniczniej od dzieci, które po pół roku chodzą na k1 i cwaniakują do kolegów z gimnazjum. A trzy, to jak ma się nazywać dyscyplina akrobatyczna składająca się w 90% ze sztuk walk, jak nie 'sztuka walki'. Pilates ekstremalny? Proszę was. Props za podejście dla autora tematu, bo jak na moje, to zabiera się za kawał ciężkiej roboty. Powodzenia : ]
www.fb.com/pawarts
Sztuka Ruchu - treningi, seminaria, pokazy, eventy sportowe
