Witam serdecznie,
Parafrazując osiołka z pierwszej części Shreka ( Śpiewać każdy może)wiem już, że uprawiać sporty walki i poznawać systemy combatowe może również każdy, niezależnie od poglądów, przekonań, zapatrywań politycznych, wartości duchowych czy po prostu wykonywanego zawodu.
Chciałbym, żeby w tym temacie inni forumowicze opisywali swoje spotkania z nietypowymi ludźmi ze swojego otoczenia, którzy z pozoru nie powinni mieć niczego wspólnego z jakąkolwiek formą walki, z tego czy innego powodu.
Czas jakiś temu poznałem na strzelnicy faceta. Wygląd zabijaki, podejście do ludzi najserdeczniejsze jakie w życiu widziałem. Spotkaliśmy się potem jeszcze kilka razy kiedy przyjeżdżał do nas na sekcje. Był również na dwóch wakacyjnych obozach. Nie oszczędzał się, lał i dostawał w mordę, wyrywał i miał wyrywane wszelkie możliwe stawy, zjeżdżał na linach ze ścian, wspinał się na nie, machał nożem jak szalony.
Z pozoru zwykły koleś, który ćwiczył w innym mieści, czasem przyjeżdżał, bywał na seminariach i na obozach. Poznaliśmy się trochę przy okazji tych obozów i seminariów: dowiedziałem się dodatkowo, że od ładnych paru lat zajmuje się nauką walki japońskim mieczem, i dodatkowo pobiera lekcje posługiwania się nożem u jakiegoś przesympatycznego pana zza wschodniej granicy.
Dwukrotnie musiał dać w gębę i dostać samemu na ulicy - raz w obronie własnej, drugi raz stając w obronie młodej babki, którą kroili nasi kochani fani sportowych ciuszków, ogolonych głów, i j...a policji.
Często wprawiam ludzi w konsternacje opowiadając o nim - dlatego, że facet wykonuje najmniej kojarzący się z walką ( jest tylko moja opinia, a raczej była) zawód na świecie: JEST KSIĘDZEM.
Pozdrawiam serdecznie i czekam na wasze historie bo na pewno spotkaliście kogoś podobnego. Świat pełen jest oryginalności i często udowadnia nam, że pozory mylą.
Parafrazując osiołka z pierwszej części Shreka ( Śpiewać każdy może)wiem już, że uprawiać sporty walki i poznawać systemy combatowe może również każdy, niezależnie od poglądów, przekonań, zapatrywań politycznych, wartości duchowych czy po prostu wykonywanego zawodu.
Chciałbym, żeby w tym temacie inni forumowicze opisywali swoje spotkania z nietypowymi ludźmi ze swojego otoczenia, którzy z pozoru nie powinni mieć niczego wspólnego z jakąkolwiek formą walki, z tego czy innego powodu.
Czas jakiś temu poznałem na strzelnicy faceta. Wygląd zabijaki, podejście do ludzi najserdeczniejsze jakie w życiu widziałem. Spotkaliśmy się potem jeszcze kilka razy kiedy przyjeżdżał do nas na sekcje. Był również na dwóch wakacyjnych obozach. Nie oszczędzał się, lał i dostawał w mordę, wyrywał i miał wyrywane wszelkie możliwe stawy, zjeżdżał na linach ze ścian, wspinał się na nie, machał nożem jak szalony.
Z pozoru zwykły koleś, który ćwiczył w innym mieści, czasem przyjeżdżał, bywał na seminariach i na obozach. Poznaliśmy się trochę przy okazji tych obozów i seminariów: dowiedziałem się dodatkowo, że od ładnych paru lat zajmuje się nauką walki japońskim mieczem, i dodatkowo pobiera lekcje posługiwania się nożem u jakiegoś przesympatycznego pana zza wschodniej granicy.
Dwukrotnie musiał dać w gębę i dostać samemu na ulicy - raz w obronie własnej, drugi raz stając w obronie młodej babki, którą kroili nasi kochani fani sportowych ciuszków, ogolonych głów, i j...a policji.
Często wprawiam ludzi w konsternacje opowiadając o nim - dlatego, że facet wykonuje najmniej kojarzący się z walką ( jest tylko moja opinia, a raczej była) zawód na świecie: JEST KSIĘDZEM.
Pozdrawiam serdecznie i czekam na wasze historie bo na pewno spotkaliście kogoś podobnego. Świat pełen jest oryginalności i często udowadnia nam, że pozory mylą.
Krzysztof Piekarz
.