o, przypomniala mi sie tez akcja, jak kolezanke odprowadzalam i glupia weszlam w malo uczeszczana drozke. i katem oka zobaczylam, ze jakis koles spod pomnika sie poderwal i poszedl za mna. krw.. w tamtym momencie to ja chyba pobilabym Korzeniowskiego. koles przez dobre 300 metrow szedl za mna, krok w krok i nie wiedzialam, co mam zrobic. jak juz wyszlam na glowna droge, to puscilam sie biegiem i wpadlam na klatke trzesac sie jakbym miala atak padaczki 



Ciężko pracowałem na swoja reputację 