Yang32 - inaczej pojmujemy "technikę", stąd zapewne nieporozumienie. Ja ją widzę w zawodowej walce, gdy staje na przeciwko siebie dwóch przygotowanych zawodników, albo na treningu. W sytuacji podbramkowej przechodzimy do wytrenowanych odruchów, a to już technika moim zdaniem nie jest. To, że ktoś przyzwyczaił się trzymać gardę, albo "technicznie" (odróżnijmy tu walkę techniczną , a taką , w której tylko używa się prawidłowych technicznie technik , bo to nie zawsze to samo) wyprowadzać cios nie robi od razu z street fightingu technicznych walk. Dlatego też mój trener twierdzi, że nie ma tam "techniki". Bo to są zazwyczaj krótkie walki, w których wygrywa ten kto szybko i skutecznie zareagował na sytuację. Korzystając zazwyczaj nie z określonego planu (bo tak - dla mnie technika w walce wymaga planu), a szybkiej, często bezwarunkowej reakcji. Może jednak powinniśmy sprecyzować trochę temat rozmowy. Czy tutaj chodzi o technikę w sensie "myślenie" w walce czy w sensie poprawnego wykonywania technik. Bo ja tu widzę wieeelką różnicę.
Swoją drogą w jakim mieście mieszkasz Yang, że mówisz o "nie chodzeniu w niebezpieczne miejsca". Ja na ten przykład w 20 tys. mieście powiatowym i szczerze... tutaj nie ma miejsc "bezpiecznych". W zasadzie gdzie byś się nie ruszył, w dowolnym kierunku trafisz na co najmniej kilka miejsc, w których w godzinach wieczornych (i nie tylko - mi się przydarzył "wypadek" w godzinach popołudniowych, w środku miasta. Na szczęście wyszedłem bez szwanku) można wziąźć lekcję boksu ulicznego. 75% miasta to osiedla blokowe, a jakie towarzystwo potrafi się tam kręcić każdy wie. 10% to rynek, który z kolei stanowi częsty punkt podróży podpitych grup potencjalnych napastników. 15% to osiedla domków jednorodzinnych na obrzeżach, które teoretycznie najbezpieczniejsze - są słabo oświetlone i zupełnie pozbawione patrolów policji. Polska to nie Stany - tutaj nie ma gangów trzymających się swoich dzielnic. W ryj można dostać wszędzie, zależy tylko na kogo trafisz. Nie wiem jak jest w innych miastach, ale u nas naprawdę nie ma opcji, że jakieś miejsce uważane jest za "bezpieczne". Bo dresy kręcą się właściwie wszędzie (no bo też kto im zabroni?).
Swoją drogą w jakim mieście mieszkasz Yang, że mówisz o "nie chodzeniu w niebezpieczne miejsca". Ja na ten przykład w 20 tys. mieście powiatowym i szczerze... tutaj nie ma miejsc "bezpiecznych". W zasadzie gdzie byś się nie ruszył, w dowolnym kierunku trafisz na co najmniej kilka miejsc, w których w godzinach wieczornych (i nie tylko - mi się przydarzył "wypadek" w godzinach popołudniowych, w środku miasta. Na szczęście wyszedłem bez szwanku) można wziąźć lekcję boksu ulicznego. 75% miasta to osiedla blokowe, a jakie towarzystwo potrafi się tam kręcić każdy wie. 10% to rynek, który z kolei stanowi częsty punkt podróży podpitych grup potencjalnych napastników. 15% to osiedla domków jednorodzinnych na obrzeżach, które teoretycznie najbezpieczniejsze - są słabo oświetlone i zupełnie pozbawione patrolów policji. Polska to nie Stany - tutaj nie ma gangów trzymających się swoich dzielnic. W ryj można dostać wszędzie, zależy tylko na kogo trafisz. Nie wiem jak jest w innych miastach, ale u nas naprawdę nie ma opcji, że jakieś miejsce uważane jest za "bezpieczne". Bo dresy kręcą się właściwie wszędzie (no bo też kto im zabroni?).
