Przede wszystkim nie ma sensu robić badań na boreliozę przez jakiś pierwszy miesiąc po ukąszeniu, bo te badania szukają nie bakterii, a przeciwciał, które organizm zaczyna wytwarzać właśnie po miesiącu. Borelia to na szczęście nie gronkowiec złocisty, żeby robić antybiogramy i patrzeć co akurat na nią zadziała.
Z tego co wyczytałem, doksycyklina jest dobrze tolerowana, ludzie potrafią brać ją przez rok PROFILAKTYCZNIE np. przeciw malarii w jakichś egzotycznych krajach. Ja mam ją brać przez 4 tygodnie, właściwie też profilaktycznie. Pierwszy lekarz od chorób zakaźnych powiedział, że jak rumień zniknie, to mam się nie przejmować, a jak zacznie rosnąć to do rodzinnego po tenże właśnie antybiotyk. Rumień co prawda zniknął, ale zauważyłem jakieś dwie inne ledwie widoczne siniaczki w okolicy ukąszenia. Pewnie bez związku i to nic takiego, ale jak mówię, wolę dmuchać na zimne i pobrać ten antybiotyk przez miesiąc niż później walczyć miesiącami z gównem jakim jest borelioza i brać 3 antybiotyki na raz pół roku.
Wiem, że antybiotyki to nie cukierki, nie jestem d****em, raczej hipochondrykiem, co będzie czytał, artykuły naukowe, żeby tylko sprawdzić, czy lekarz dobre rzeczy przepisał. Wiem, że mam unikać słońca, biorę probiotyk itd. Kwestią niejasną pozostawał trening (nie mam zamiaru się zarzynać, tylko robić
aeroby na tętnie 130-140/minuta i trochę siłki). Widzę, że ludzie trenują do ironmanów na przykład podczas kuracji i nic im nie jest, więc może nie będzie tragedii.
Ogólnie zauważyłem dużą różnicę w podejściu polskiego i angielskiego internetu - w Polsce: broń Boże! osłabienie organizmu, to strasznie groźne! - w USA: tak jak Kradam wcześniej pisał, to choroba jest przeciwwskazaniem, a nie antybiotyk.
Zmieniony przez - Bakfest w dniu 2016-09-08 11:01:40