Zero postępu od czasu walki z Najmanem. Zero.
Ambicji Mariuszowi nie brakuje, jednak jeśli całkowicie nie zmieni metod treningowych i trenerów, to o tytule mistrza świata może zapomnieć. To co w tej chwili prezentuje to nieporozumienie. Nawet siła mu się nie przydała, bo kondycji starczyło na pierwsze półtorej minuty. A reszta to konsekwencja. Klincze, brak aktywności, bezsilne pseudo-ciosy w parterze...
Gdzie jest trener od przygotowania kondycyjnego?
Gdyby ta walka nie odbywała się w Polsce, to werdykt sędziowski byłby inny.
Ale walka z Sylvią nie będzie odbywać się w Polsce, zawodnik też z innej półki.
Po przegranej z Timem i "wygranej" z Kawaguchim albo Mariusz całkowicie zmieni
metody treningowe, albo wypadnie z interesu jeszcze szybciej, niż w nim zaistniał.
Także dwa kubły zimnej wody na głowę, drugi będzie bardziej lodowaty.
Pan Martin Lewandowski wie o co chodzi, pytanie tylko, czy Mirek Okniński , Kosedowski i inni będą w stanie krytycznie ocenić owoce (a raczej ich brak) swojej pracy.
I czy Mariusz zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji. Jego kariera w MMA wisi na włosku.
A głosy w stylu "zostanę mistrzem świata" w tej chwili brzmią jak pobożne życzenia albo zaklinanie rzeczywistości.