jestem na takim kierunku studiow (architektura) gdzie planowanie czegokolwiek jest bezsensu
Heh, a ja myślałem, że sensem architektury jest planowanie i projektowanie...
Antykatabolikiem nie musi być kapsułka, może być posiłek białkowy spożyty przed snem (nie jest to miłe dla żołądka, ale zabezpiecza przed katabolizmem). Na przykład ten przysłowiowy na SFD twaróg z oliwą...
Zwłaszcza jeśli biegasz wieczorem.
Musisz pamiętać, że robiąc
aeroby, czy interwały, nie palisz tłuszczu w czasie ćwiczeń (bo niby jak), tylko uruchamiasz dopiero mechanizmy lipolizy. Ale też katabolizmu mięśniowego. Potrzebujesz białka by to zahamować.
Trawienie białka i wchłanianie jest specyficznym procesem, który jest przez organizm nielubiany. Jakieś badania, nie pamiętam gdzie się z tym spotkałem, wykazały, ze więcej energii traci się, na strawienie grama białka, niż z niego uzyskuje. Czyli posiłki białkowe niejako wspomagają spalanie tłuszczu.
Z drugiej strony nie można z nimi przesadzać, gdyż zbyt duże ich spożycie prowadzi do dwóch przykrych efektów: gwałtownego rozwoju flory jelitowej, która karmi się niewchłoniętym białkiem (stąd ktoś wyliczał magiczną masę 40g białka na posiłek) oraz - o wiele gorsza sprawa - obciążenie nerek.
No i musimy lawirować pomiędzy tymi dwoma: progiem katabolizmu (kiedy mięśnie zjadane są na energię i budulec dla innych tkanek) i nadpodażą białka.
I w ten sposób dochodzimy prędzej czy później do tego, żeby zacząć kontrolować co się je i kiedy.
Sam też byłem studentem, może akurat nie architektury, ale wyczerpującego czasowo, nerwowo i intelektualnie kierunku, i wiem, że w jakichś granicach da się swój jadłospis skontrolować.
Ależ się rozpisałem...
Amen
